W natłoku ostatnich dziwnych spraw, anonse Kompaktu o nowej płycie The Field zapamiętałam jako serię maili, na które zawsze brakowało czasu. Poza jednym z pierwszych, prezentujących nagranie nowej muzyki The Field na żywo. Wtedy w mózgu zakodowana została wiadomość: The Field. The Follower. Dobre.

  • Wyborna mikstura techno i microhouse’u
  • Wplatanie Reichowskiego minimalizmu
  • Potrafi transowo wciągnąć, a dzieje się dużo

The Field "The Follower"

Właściwie mogłabym zakończyć ten tekst stwierdzeniem, że jeśli na płycie Reichowski minimalizm miesza się z organicznym techno, to ja już nie mam więcej pytań. Ale czternastominutowe „Reflecting Lights”, bo to właśnie w tym utworze zachodzi owo połączenie, zamyka płytę. A do tego czasu jeszcze godzina soczystych, regularnych i mrocznych jak okładka „The Follower” bitów.

Od początku The Field łomoce detroitowym techno wzbogaconym bardzo wyraźnie o silne pierwiastki house’owe (czy też w przypadku Szweda z Berlina – microhouse’owe). Dynamicznie, ale bez pośpiechu – wszystkie jego produkcje trwają od kilku do kilkunastu minut, pozwalając na spokojne wysycenie się dźwięków, brzmień i napięć niesionych muzyką. Przy tym nie ma mowy o jakiejkolwiek jednostajności, muzyka The Fielda jest stabilna w swojej niestabilności, zmienia się co kilka taktów. Szwed operuje dźwiękiem jak bryłami geometrycznymi, wypełniając przestrzeń, dowolnie je obracając.

Złożona, bogata, wysokooktanowa techno propozycja na wiosnę. Słuchać, nie gadać.