Kiedy zerknąłem na last.fm na profil jednego z wykonawców, którego twórczość została określona kolejno jako: shoegaze hip-hop, post-dubstep, lo-fi, mogłem jedynie skonstatować, że ludzka wyobraźnia ma się świetnie i nigdy nas nie zawiedzie w mnożeniu kolejnych etykietek i szufladek. Z drugiej jednak strony zbitek ten wydał mi się szalenie intrygujący (o shoegaze hip-hopie usłyszałem po raz pierwszy, a jako post-dubstep kwalifikuje się produkcje, których osobiście nigdy bym ze sobą nie łączył). I to do tego stopnia, że zafundowałem sobie sesję z muzyką zawartej na debiutanckiej EP-ce owego wykonawcy, którym okazał się Chet Faker.

Chet Fakter "Thinking In Textures"

A właściwie Nick Murphy. Tylko wiadomo, w showbizie Murphy’ch jak psów, na dodatek w jego rodzinnej Australii już jeden Nick Murphy rozpoczął swoją karierę. By uniknąć wszelkich nieporozumień, debiutant postanowił ustąpić mu pola i występować pod pseudonimem Chet Faker. Nick jest inżynierem dźwięku z Melbourne i osobą, dla której muzyka stanowi bardziej hobby niż pełnoetatowe zajęcie. Ale odejście od takiego poglądu na sprawę było nieuniknione, gdy jego wypuszczony do sieci cover „No Diggity” Blackstreet stał się sprawcą niemałego zamieszania. Jak to bywa coraz częściej, sukces dokonał się dzięki poczcie pantoflowej. Sam muzyk podobno przesłał nagranie umieszczone na swoim blogu wyłącznie jednej dziewczynie, której piosenka bardzo się spodobała. Wkrótce na fali zainteresowania projektem Chet Faker powstała EP-ka,jego pierwsze dziecko.

„Thinking in Textures” to stonowana i nieco melancholijna całość. Jak na EP-kę przystało, długość nie powala na kolana, ale mimo skromnej stawki (7 utworów), nietrudno wybrać co najmniej kilku faworytów. Wśród nich jest rzecz jasna wyśmienita interpretacja „No Diggity”, która dała utworowi Blackstreet drugie życie. Wyśmienicie prezentuje się również otwierający stawkę „I’m Into You”, niepozorny, ale bardzo melodyjny i faktycznie tkwiący w głowie po przesłuchaniu. Chet Faker gra nastrojem, raz serwuje bardziej krzepiące i ciepłe „Terms and Conditions”, raz prezentuje raczej niewesołe „Solo Sunrise”. To różnicowanie obejmuje też warstwę stylistyczną…

O tym, że muzyka Australijczyka stanowi pewną zagwozdkę dla chcących ją zamknąć w ramach konkretniejszych niż muzyka elektroniczna, przekonaliśmy się już w pierwszym akapicie. I niech tak zostanie, bo to też wyznacznik jej wartości. Należałoby się jednak pokusić o wzmiankę o echach, jakie pobrzmiewają w produkcjach Chet Fakera. Pod względem wokalnym będzie to największa uczta dla rozmiłowanych w głosach takich wykonawców jak chociażby Fin Greenall. Melodyka i piosenkowość są jak najbardziej soulowe, zresztą do inspiracji właśnie takimi brzmieniami przyznaje się sam Murphy. Wszystko podane jest w bardzo oszczędnej i spokojnej, downtempowej formie, bez zbędnych ozdobników. Produkcja poszczególnych numerów nadaje wszystkiemu dodatkowego smaczku i stanowi bardziej współczesne tchnienie. Jeżeli doszukiwać się tu wpływów z okolic dubstepu, to „Thinking in Textures” najbliżej chyba do produkcji takich wykonawców jak SBTRKT, może Jamie Woon. Ja słyszę tutaj o wiele wyraźniej szkołę wytwórni Brainfeeder. Szczególnie mocne są skojarzenia z twórczością Taylora McFerrina.

Trochę dużo tych wszystkich odniesień, ale trzeba przyznać, że bardzo pozytywne to konotacje. Niezależnie od nich wszystkich należy podkreślić, że brzmienie Chet Fakera nie jest ich wypadkową. W jego muzyce znajdziecie sporo świeżości, która dla kolejnych ścieżek na płycie jest czymś nieodzownym, wręcz naturalnym. A przecież równie dobrze owocem nagrań bazujących na wyżej wymienionych nawiązaniach mogła być toporna i kompletnie niezaskakująca całość.

Choć w ksywce Murphy’ego kryje się 'fake’, to o żadnej ściemie nie ma mowy. Jest za to sporo autentycznej muzyki, która zdaje się być o krok przed tym, co się obecnie dzieje, a do czego my słuchacze zdążyliśmy już przywyknąć. Jest też po trosze obietnicy, bo to w końcu tylko EP-ka. Chociaż z drugiej strony to „tylko” w wydaniu Chet Fakera bije na głowę większość wypuszczonych w tym roku długograjów.

Rafał Maćkowski