Tag: downtempo

Nie znoszę coverów i nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę w stanie od początku do końca wysłuchać płyty, na której są tylko covery. Ale „Chilled Classics” Pete Tonge’a i Heritage Orchestra (HERO) z zaskoczeniem odkrywam jako album udany, a momentami wręcz znakomity.

Założeniem wyprodukowanej przez legendę tanecznej muzyki elektronicznej było odświeżenie popularnych klasyków i odtworzenie ich w wersji „chilloutowej”, często orkiestrowej. Brzmi niepokojąco, prawda? Tymczasem jest to album dziwnie wciągający. Otwierający płytę „Sweet Harmony” i „Seven Seconds” są niewątpliwie coverami, ale brzmienie i ich barwa są tak dobrze przemyślane, że – wbrew oczekiwaniom – to nie boli, a wręcz cieszy. Jest świeżo, przyjemnie, podoba się. Zachwyca rozmach „Darkest Days”, dobrze wchodzi chilloutowa wersja „Touch Me”. No jest tu na czym ucho zawiesić, mimo męczącego poczucia „guilty pleasure”… choć czy faktycznie „guilty”? Może Pete Tong i HERO po prostu wiedzą, co robią. 

Dajcie szansę tej płycie, bo może was zaskoczyć, jako i mnie zaskoczyła.

„Where Are You Hiding?” to nowy album Blossoma, producenta nazywanego często „polskim Bonobo”. Nie lubię takich określeń, ale w tym przypadku naprawdę trudno pozbyć się skojarzenia z flagowym twórcą Ninja Tune. Jeśli więc tęsknicie za tym, co Bonobo robił na pierwszych płytach i nadal czujecie, że ten temat i brzmienie nie są jeszcze wyczerpane – świeży materiał od Blossoma jest czymś, czego nie możecie przegapić.

Czytaj dalej

Sporo kazał się nam Waldeck naczekać na następczynię płyty „Ballroom Stories” z 2007 roku. Czy warto było? Już możemy się przekonać, bo jego najnowszy album, „Gran Paradiso”, trafił właśnie na sklepowe półki. Fanów austriackiego wirtuoza downtempo może zaskoczyć fakt, że na nowej płycie dominuje język włoski. Ponoć bardziej zmysłowy.

Czytaj dalej

Meeting by Chance, czyli Marcin Cichy (miejmy tę mantrę za sobą: połowa duetu Skalpel…) debiutował albumem „Inside Out” na początku tego roku. „Changes” nadchodzi kilka miesięcy później i mogło by się wydawać, że to za wcześnie gdyby nie fakt, że nowa płyta Cichego brzmi jak uzupełnienie tej poprzedniej. Tytuł jest adekwatny – są zmiany. I wydaje się, że dopiero teraz poznajemy pełne spektrum możliwości Meeting by Chance.

Czytaj dalej