Kategoria: Opinie

Anja Garbarek, fot Bjørn Opsahl

Aż 13 lat. Tyle Anja Garbarek kazała czekać na swoją nową płytę. I nie ukrywam, że choć przez ten czas zdarzyło mi się od czasu do czasu poszperać w sieci za jej nazwiskiem (bez większych sukcesów), to właściwie pogodziłam się z myślą, że Norweżka muzykę odpuściła i zajęła się pielęgnacją domowego ogródka. Zdążyłam nawet zrobić studia, na które poszłam poniekąd przez muzykę obu Garbarków. Chodziło o to, że marzyłam, by pisać do jednego takiego miejsca, w którym ukazał się wywiad z Anją, a oni powiedzieli mi, że najpierw muszę skończyć muzykologię. No to skończyłam. Co w sumie – z trzynastoletniej perspektywy – jest trochę zabawne, trochę dziwne, trochę niepokojące. W każdym razie i tak nie udało mi się opublikować tam ani jednego tekstu.

Czytaj dalej

Różnorodność stylistyczna, brzmieniowa oraz międzynarodowość i interdyscyplinarność – tymi słowami w dużym skrócie można by określić tegoroczną, trzynastą już (bynajmniej nie pechową) edycję festiwalu Tauron Nowa Muzyka w Katowicach. Podobnie jak w przypadku poprzednich odsłon śląskiej imprezy, mieliśmy do czynienia z czterodniową formułą obejmującą dwa dni festiwalowe okute w ramy koncertu otwarcia oraz zamknięcia. W tym roku muzyka otworzyła się na teatr i taniec. Wspomniana interdyscyplinarność sztuk miała okazję zaistnieć na wyjątkowo dobrej w moim odczuciu i najciekawszej scenie imprezy – More Music Hall, ale o tym za chwilę…

Czytaj dalej

To musiał być rok 1999 albo 2000, kiedy po godzinach spędzonych w szkole muzycznej próbowaliśmy zostać gwiazdami sceny szeroko pojętej muzyki elektronicznej, dłubiąc kolejne techno tracki na programie ReBirth RB-338. Kolega miał Napstera, więc dostarczał nam często rzeczy o jakich nie mogliśmy nawet śnić, a był to czas kiedy ogromny był głód nowej muzyki, elektronicznej, nadal jeszcze wtedy przez ogół chowanej pod parasolem „techno”, które to pojęcie natrętnie mylono w najlepszym razie z transem, w najgorszym – z hard dancem. A my potrzebowaliśmy prawdziwego techno, ale najbardziej potrzebowaliśmy breakbeatu i drum and bassu, bo to była ich złota era, skwapliwie spijaliśmy więc z Napstera każdą nową nutkę.

Czytaj dalej

Wbrew większości malkontentów… no dobra, wbrew temu, co pisze większość moich facebookowych znajomych, specjalistów od muzyki, ja myślę, że moment, w którym GusGus odeszli od piosenkowych klimatów na rzecz transu/techno/a-nawet-eurodance’u (jak sklasyfikowany został numer otwierający płytę), to dobry moment. Nie drżałam z niepokoju o to, jakimi też zmianami w brzmieniu zespołu poskutkuje przetasowanie w ich szeregach. Od czasu „Arabian Horse” biorę ich w całości i ufam im jak Zawiszy. 

Czytaj dalej