Kategoria: Inne

piOne. Mathematic is the language of nature

Przy całej mojej głębokiej awersji do nauk ścisłych, pi jest jedyną liczbą, która szczerze mnie fascynuje. Bynajmniej nie ze względu na jej matematyczną magię, ale dlatego, że stała się w pewnym rodzaju inspiracją, no i tytułem do jednego z ważniejszych dzieł kinematograficznych. Film Aronofsky’ego – z całą pewnością niezwykły i niepowtarzalny – w niektórych kręgach jest już zaliczany do tych kultowych. Pomijając jednak to, co dzieje się na ekranie, nie można nie zwrócić uwagi na to, co się dzieje w głośnikach. A stmatąd dociera do nas powalająca na kolana klimatem, wykonawstwem i brzmieniem składanka, którą spokojnie możnaby nazwać „the best of trip-hop”.

Czytaj dalej

whatsound„What Sound” to pewnego rodzaju płyta-pupilek. Mamy do niej słabość nie tylko za jakieś konkretne atuty, ale tez pomimo wielu rzeczy. To krążek, z którym wielu słuchaczy wiąże swoje przeżycia, które ma za sobą. Wreszcie jest to album, który wielu z nas pozwolił poznać muzyczną ofertę duetu L. Rhodes & A. Barlow.

Czytaj dalej

envee-czarodziejePora ulec tajemnej nu-jazzowej magii. I to magii nie byle jakiej, bo made in Poland. Niewinni Czarodzieje to bardzo ważny dla polskiej sceny kolektyw. Jego skład ulega ciągłym przetasowaniom, ale za takie a nie inne oblicze zespołu odpowiedzialni są głownie jego założyciele: Envee i Maceo Wyro. Wyliczanka ważnych dla tego krążka osób zajmie jednak trochę więcej miejsca. Swoimi głosami uroki rzucają panie: Marysia Sadowska, Ewa Nawrot, Alec Sun Drae i panowie Kamil Kuźnik, Barry Salone, Bogusz Bilewski Jr, a także obecny kilka linijek wyżej Envee. Do tego dochodzi jeszcze naprawdę pokaźna grupa muzyków nieprzypadkowych, którzy swą obecność zaznaczają w mniej lub bardziej znaczący sposób. Właśnie ten nieprzewidywalny skład, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych wypływa na wody rodzimego rynku muzycznego, konsekwentnie i od samego początku płynie pod prąd. Teraz Polska!

Czytaj dalej

trickyTricky w wywiadach dla prasy (a na pewno w jednym) nie ukrywał, że tworzy muzykę w konkretnym celu: zarobienia pieniędzy. Dostosowuje więc swoje kolejne albumy do oczekiwań odbiorców, a ponieważ te konsekwentnie z biegiem czasu stają się coraz mniej wysublimowane, podobnie dzieje się z muzyką Adriana Thawsa. Szczęśliwie, jego debiutancki album powstawał w latach popytu na trip-hop.

Czytaj dalej

beltranCoraz rzadziej warto zwracać uwagę na produkcje wszelkiej maści z chilloutowego światka. Generalnie pomysł na każdą płytę jest podobny: nagrać muzykę przyjemną dla ucha rozplanowaną na 2-3 utwory, a pozostałe miejsce zapchać wdzięczącymi się i słodkimi kompozycjami; licytacje na słodkie, słodsze i najsłodsze. Dlatego tak wiele płyt nie spełnia moich oczekiwań i nieraz musiałem już westchnąć: ‘chillout, nie dziękuję’. Z krążkiem J. Beltrana jest na całe szczęście nieco inaczej.

Czytaj dalej