Ależ mamy wysyp nowości w ten piątek! Bob Moses, Disclosure, składanka Kompaktu, nowe single Zero7, Roisin Murphy i Faithless… na wszystkim warto zawiesić ucho. Koniec lata wjeżdża na pełnej petardzie.

Od premiery tytułowego singla „Desire”, na który trafiłam szukając nowych rzeczy od ZHU (dla mnie to gwarant dobrej house’owej nuty) czekałam na nową płytę Bob Moses (na której ZHU właśnie śpiewa) podjarana jak kuna w agreście. Specjaliści od melodyjnego, chillowego house’u nie zawiedli i tym razem. Jest nieco melancholijnie, a teksty jak zwykle o miłości mniej lub bardziej szczęśliwej. Zaśpiewane niemal bezemocjonalnie, co w Bob Moses właśnie uwielbiam. No i zagrane pięknie. House’owy bit snuje się niespiesznie, ale jest głęboki, soczysty i wyrazisty. Dla miłośników tego osławionego „emocjonalnego techno” nowa propozycja Bob Moses to strzał w dziesiątkę.

Słysze „Faithless” myślę „najdłużej rozpadający się zespół świata”. W 2011 roku ogłosili rozwiązanie grupy i wszystkim było bardzo smutno. „Po prostu wiesz, kiedy pora na koniec” – pisał wtedy, w kwietniu, Maxi Jazz – „Ta ostatnia trasa będzie takim dziękuję i do widzenia”. Później w lipcu zagrali na Tomorrowland, w 2015 wydali płytę z hitami i remiksami „Faithless 2.0”, w 2017 pod szyldem Faithless grała Sister Bliss, w 2019 Maxi Jazz zaśpiewał na koncercie Pete Tons Ibiza Classics, w 2020 wydali „Let the Music Decide”. A teraz wydali „Synthesizer”, zapowiedź nowego albumu Faithless „All Blessed”, którego premiera przewidziana jest na październik. Jeśli jest też zapowiedzią dominującego na płycie stylu, to będzie to spore zaskoczenie. Mroczny, triphopowy, ciemny house zastąpi melodyjna muzyka taneczna, której bliżej do wspominanych wyżej Bob Moses. No, ale petarda to jest tak czy inaczej

Do przeszłości przenosi nas za to „Shadows” od Zero 7. Pierwsze dźwięki i czujesz się jak 2004 roku podczas premiery „When It Falls”. Downtempo, pejzaże malowane klawiszami, wokal. Ładna melodia, utwór płynie spokojnie. Niemal jak blues (zresztą solowe gitarowe wstawki sugerują niemal bezpośrednio właśnie tę inspirację). Typowa poducha music. Niejeden czytelnik 80bpm.net stęsknił się pewnie za tym brzmieniem, tym style. Here you go.

Disclosure, jakby zobowiązani swoją nazwę, odsłonili tak dużą część swojej nowej płyty przed premierą, że teraz właściwie niewiele to zmienia. Ale też jest czego słuchać, bo „Energy” w wersji deluxe zawiera jakieś 20 utworów. I można tego słuchać bardzo długo, bo też dzieją się tam rzeczy, oj dzieją. Przede wszystkim zestaw artystów, którzy odwiedzili duet w studio jest imponujący. Kelis, Channel Tres, Fatoumata Diawara, Syd, Common, że wymienię tylko kilku. Do tego mamy remix „Birthday” od samego MJ Cole’a. I podobnie jak zróżnicowana jest lista współpracowników tak i gatunków na „Energy” znajdziemy cały wachlarz. Nie bez kozery wspominam o MJ Cole’u, choć to w sumie „tylko” remix, bo już od pierwszych nut (utworu z Kelis), Disclosure robią głęboki ukłon w stronę uk garage (którego MJ Cole jest królem), co jest o tyle poruszające, że gatunek ten został przez główny nurt niemal zupełnie zapomniany. Disclosure odkurzają nie tylko to. Generalnie, po cokolwiek by nie sięgnęli – house, world music, 2step, uk garage – wszystko podporządkowane jest tytułowej energii – a ta niemal rozsadza płytę. 

Na koniec warto odnotować, że wytwórnia Kompakt przygotowała składankę „Total 20”, podsumowująca dwie dekady działalności tej jednej z najbardziej rozpoznawalnych wytwórni muzyki elektronicznej i techno na świecie. „Jeśli w 1999 roku ktoś powiedziałby nam, że to rozwinie się w tę stronę, zaśmialibyśmy się głośno” – piszą przedstawiciele oficyny w opisie płyty – „Ale jesteśmy. W 2020 roku, który zapisze się pewnie w historii jako najtrudniejszy okres dla kultury klubowej. Nie przestaniemy robić tego, co robimy. Muzyka jest naszym tlenem. Niedługo znów razem zatańczymy”.

Pisząc to, z „Calma Calma” Robaga Wruhme na słuchawkach (który otwiera kompilację) miałam łzy w oczach.

Kaśka Paluch