Blondie w Helsinkach

Daria Zawiałow @ Stary Maneż, Gdańsk (30 marca 2019)

Kiedy obserwowałem sobie poczynania Darii Zawiałow tuż jej po wejściu na scenę Starego Maneżu w Gdańsku, pomyślałem sobie, że przed naszymi oczami ukazała się Debbie Harry z czasów swojej największej świetności. Okazało się, że niejako wyprzedziłem to porównanie, bo w dalszej części koncertu sama Zawiałow sięgnęła po „Heart of Glass”, zaś sam koncert miał w sobie sporo z rockowej zadziorności i energii, charakterystycznej tak dla Blondie jak i innych wyśmienitych wykonawców tworzących parę dekad temu.

Trwająca obecnie trasa promuje drugi album Zawiałow: „Helsinki”. To niezwykle udany mariaż pop-rockowego zacięcia, z jakiego wokalistka zasłynęła przy okazji swojego debiutu, z bardziej syntetycznym brzmieniem będącym niejako ukłonem w stronę lat 80-tych. Utwory pochodzące z tej płyty siłą rzeczy wypełniają więc po brzegi setlisty w trakcie wiosennej trasy po Polsce. I bardzo dobrze, bo na żywo prezentują się jeszcze lepiej niż w trakcie domowego odsłuchu.

O eklektyczności i jednoczesnej spójności nowego materiału najlepiej świadczą wykonane po sobie trzy kawałki, które choć pozornie różne, spięte charyzmą Zawiałow tworzą imponujący tryptyk. Pierwszy z nich to „Zimne ognie” – petarda, która brzmi jak kawałek promujący kolejną edycję Męskiego Grania, następnie „Gdybym miała serce”, gdzie pobrzmiewają echa kawałków Rezerwatu i wreszcie „Płynne szczęście” – bodaj najbardziej liryczny epizod tego wieczoru.

Na miano prawdziwych highlightów wieczoru zasługują jednak „Nie dobiję się do Ciebie”, które jest jednocześnie jednym z najlepszych kawałków w dotychczasowej twórczości Zawiałow i gigantyczną bombą energetyczną. Drugi z nich to wyśmienity cover Maanamu. Jeśli ktoś ma obecnie interpretować „Szare miraże”, to Daria jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Na podium dorzuciłbym jeszcze „Malinowy chruśniak” – wybór oczywisty, ale jak najbardziej słuszny. Kawałek jest jednym z nielicznych reprezentantów z debiutanckiego „A kysz!” (tego wieczoru zabrzmiały jeszcze „Kundel bury” oraz „Lwy”).

Pomimo wielu osób obecnych na scenie, całą uwagę skupia na sobie wyłącznie autorka całego tego zamieszania. Daria jest w bardzo dobrej formie wokalnej, a swoją energią zaraża już przy pierwszych taktach otwierającego występ „Punk Fu”. O ile materiał z „Helsinek” romansuje to z brzmieniem gitarowym, to elektroniką, tak na żywo klimat całego występu schodzi zdecydowanie na rockowe tory. Tak dobrą koncertową dyspozycją Zawiałow potwierdza swoją pozycję na polskim rynku i z pewnością warto złapać ją na żywo właśnie w tym konkretnym momencie jej kariery.