nthng – It Never Ends. Rzemiosło i arcydzieło. [RECENZJA]

Autor sztosowych produkcji „Remember Us” czy „1996” wydanych parę lat temu nakładem wytwórni Mork, powraca dziś z pełnoprawnym albumem – tym razem nagranym dla Lobster Theremin – „It Never Ends”. Jurrian Terpstra, jak naprawdę nazywa się nthng, zaproponował swoim słuchaczom dziesiątkę klimatycznych produkcji balansujących na granicy techno i transu i jak na tak młodego twórcę i jego długogrający debiut, to może być płyta, która przejdzie do historii.

Tutaj trance, podobnie jak wiele innych brzmień, to raczej ukłon w stronę klimatów sprzed co najmniej dwóch dekad, przywołujących na myśl rozpędzone w rave’owym szale lata 90., podsycane soczystymi hi-hatami i gęsto poszatkowanymi motywami. A kontrastują z nimi kawałki osadzone w głębokim, dubowym, ciemnym niczym smreczyna w pochmurną noc techno.

Do tego klimatyczne ambientowe otwarcie, rozległe harmonie i mamy złożony, ale koncepcyjnie spójny, album, który z pewnością wciągnie wszystkich pałających sentymentem do transowej klasyki i kleistego techno. Tu są i emocje i nostalgia, i kawał rzetelnego produkcyjnego kraftu. Czyli chyba wszystko.

Dziennikarka muzyczna, twórczyni 80bpm.net. Współpracuje między innymi z portalami Onet.pl i Noisey.

Podobne

Komentarze: