Zakopane znów bez klubu. Koniec Dworca Tatrzańskiego.

Dziwne wrażenie – być świadkiem otwarcia czegoś i dożyć zamknięcia. Albo to już starość, albo zmiany. Z drugiej strony – mapa klubów właśnie takie zmiany lubi. Szkoda, że dla Zakopanego oznacza to, że miasto znów zostanie pozbawione miejsca, w którym można pobawić się do czegoś innego poza posh housem i popem, i gdzie zobaczyć będzie można dobry koncert. Najpierw był Ampstrong, który musiał odejść, a dziś to. Nie wiem czy się Michałowi Pietrzakowi będzie chciało dalej walczyć o miejscówki, mam nadzieję, że chociaż nie przestanie mu się chcieć robić Snow Fest. Można mieć wiele „ale” do Dworca Tatrzańskiego, ale jedno powiedzieć trzeba: miało to miejsce wizję, polot, klimat i dobre imprezy. A teraz. odchodzi.

Tyle ode mnie, oddaję głos organizatorom imprezy „Fin”, czyli zamknięcia Dworca Tatrzańskiego w Zakopanem, która rozpocznie się 24 września o 21.

10390261_720268228014894_3426593724551430153_n

„Po ponad sześciu latach pieknej podróży przez historię i współczesność Zakopanego okręt Dworzec Tatrzański dobija do brzegu. Za nami wiele wspólnych chwil: wspaniałych festiwali, spektakli Teatru Witkacego, spotkań z Muzeum Tatrzańskim, kilka premier i kilkaset koncertów, wystawy, prelekcje oraz imprezy klubowe. Odwiedziliśmy niejeden nowy port i niejeden nieznany żeglarz dotrzymał nam towarzystwa.

Dziękujemy za wspólny rejs i za dzielną walkę ze wzburzonym morzem absurdu, którym jest zabieranie Zakopanemu jednego z wyraźniejszych symboli jego tożsamości. Dziękujemy za dyskusje o przyszłości i kreowanie rzeczywistości. Razem odkryliśmy kilka nowych horyzontów. Cieszymy się, że Dworzec miał realny wpływ na decyzje ważące na kształcie tego miasta. Z Wami nie baliśmy się nawigacji po trudnych wodach gorzkich tematów ale też z przyjemnością cumowaliśmy w słonecznych lagunach lżejszych wydarzeń.

Mimo, że jeszcze niedawno wydawało się, że mętne wiry interesów i pusta fala komercjalizacji nam nie straszne, finalnie rozbiliśmy się o grubo ciosane skały niedzisiejszych instytucji. Ta ekspedycja dobiegła końca, a ciężka kurtyna przeciwności spowiła nasze kolejne zakopiańskie plany i projekty.

Ale zanim się pożegnamy, 24 września jeszcze raz rozbujamy Was w rytm ulubionych piosenek. Arka Noego przybija do brzegu. Postawcie stopę na złotych piaskach Zakopanego.

Zagrają: dj Push, Espace, MP, De La Rocka. Za barem Jurek Pustelnik.”

Szczegóły: https://www.facebook.com/events/1655585278103585/

Zimą na łamach portalu T-Mobile Music, w ramach prowadzonego przeze mnie cyklu #miastobrzmi, rozmawiałam z Michałem Pietrzakiem o kondycji klubowej Podhala i o Zakopanem. Portal T-Mobile Music już nie istnieje, dlatego wywiad przypomnę tu. Miłej lektury.

#miastobrzmi: Połamane Zakopane

Kaśka Paluch: Przede wszystkim chcę Cię, jako wieloletniego organizatora życia klubowego w Zakopanem i na Podhalu, zapytać o podstawową kwestię: czy w ogóle możemy mówić o zjawisku „sceny klubowej” w Zakopanem?

Michał Pietrzak: Na Podhalu jest na pewno dużo miejsc, gdzie można wyjść wieczorem. Jest jednak spora fluktuacja, zmienna, jeśli chodzi o ilość ludzi. Ja siedzę w tym od ponad 12 lat, więc poznałem przynajmniej dwa pokolenia i widzę, że część osób wyjechała, część wraca. Sezonowość też ma znaczenie, bo przyjeżdżają i znów wyjeżdzają turyści. Jeśli chodzi o klubowe miejsca, to był Ampstrong, teraz jest Dworzec Tatrzański, który prowadzę, jest Vavavoom… ale żeby dumnie mówić o „scenie klubowej”? Raczej ciężko. Prędzej powiedziałbym, że ta scena klubowa istniała wcześniej, kilka lat temu. Ale zmiany można zauważyć nie tylko tutaj, dotyczą całej Polski, Mamy do czynienia z dużą konkurencją, wysokimi czynszami klubowymi. Kiedyś klubów było mniej. Były punkty na mapie jak Sfinks, Forum Fabricum, Piekarnia, Ampstrong, w Krakowie RTG i parę jeszcze innych. Dla ludzi, którzy interesowali się muzyką elektroniczną, to miejsca zdecydowanie kultowe. Dziś w każdym mieście jest sporo klubów ale raczej house’owych, w których muzycznie poziom nieco spadł. Zjawisko to dotyczy jednak każdej dziedziny, która rośnie, przestaje być elitarna i idzie w „masowość”.

A jak z lokalnymi didżejami?

Kilka osób z Zakopanego nadal gra, jest Espace – można powiedzieć, że „wychowanek” Ampstronga – który organizuje imprezy drumowe w Dubaju. Ostatnio zostawił u mnie kable do Traktora Goldiego 😉 Jest Jędrek Sotowski [DJ De La Rocka, mistrz Polski IDA – dop. KP], który grywał w Dworcu, teraz bierze udział w zawodach didżejskich…rośnie kolejne pokolenie. Lokalna świadomość muzyczna bardzo wzrosła. Ludzie rozpoznają numery które gramy, zostają do końca na imprezach bo wiedzą że czym później tym ciekawiej. Z Ampstrongiem związały się też osoby które przyjechały zagrać jedną imprezę i zostały kilka lat 😉 Zazwyczaj dostawały propozycję rezydentury.

Muzycznie jaki gatunek tu dominuje?

Wydaje mi się, że w ogóle południe Polski, ale szczególnie Zakopane, ma tendencję do połamanej muzyki. Bo ona jest energetyczna, bliższa naturze potrzebującej bardziej skocznych, tanecznych impulsów. House’owa muzyka czy minimal nie trafia dobrze na ten grunt. Moim zdaniem nie do końca też pasuje. Tutejsza muzyka regionalna jest skoczna – oczywiście nie w całości bo są też bardzo melancholijne odsłony. Może przez tą skoczność impuls breakbeatu czy drum and bassu bardziej tu pasuje.

Mam taką teorię, nie wiem czy się z nią zgodzisz, że klimatowi muzycznemu Zakopanego ton nadają ludzie związani ze sportami zimowymi czy górskimi? Ampstrongowa ekipa kiedyś, dziś Dworcowa, często grała przy okazji zawodów snowboardowych czy boulderowych.

Napewno jest wspólny mianownik czyli emocje. Środowisko współdziała i wpływa na siebie wzajemnie. To, co my prezentujemy i to, czego to grono potrzebuje. Wokół kultury ekstremalnej skupiają się od lat didżeje, jeżdżą z nimi na  imprezy snowboardowe więc ludzie są otrzaskani bardziej z undergoundową muzyką.

W Ampstrongu robiliście czasem imprezy, których mógł zazdrościć wtedy nawet Kraków. Zresztą z tego, co pamiętam Kraków jeździł do Zakopanego w specjalnym imprezowym autobusie.

Tak, w Autobassie.

No właśnie. Ja pamiętam przede wszystkim imprezy z gośćmi z Hospital Records albo Metalheadz. Nie wiem czy tak faktycznie było, ale wydaje mi się, że pod wieloma względami to były odważne przedsięwzięcia. Zaprosić Logisticsa czy Commixa do Zakopanego… trochę szalone.

Oczywiście, że nie najłatwiej jest robić takie imprezy, ale trzeba mieć cel, świadomość, że kiedyś ktoś robił podobne rzeczy. Ja nie mówię, że jestem spadkobiercą osiągnięć, które w Zakopanem pojawiły się w dwudziestoleciu międzywojennym czy wcześniej, ale trzeba wiedzieć, że ludzie robili rzeczy w tamtych czasach awangardowe. Ampstrong może przez chwilę był katalizatorem dla osób, które gromadziły się wokół projektów artystycznych i nietuzinkowych. Natomiast Zakopane jest dość specyficzne, ma ten swój spokój… Scena jest, ale powiedzmy najkrócej: sezonowa.

Trudno też porównywać dynamikę życia klubowego na przykład w Krakowie z Zakopanem, chociażby ze względu na ilość ludzi.

Z drugiej strony zwróć uwagę, że dynamika jest faktycznie większa, ale w dużych miastach jest dużo tzw. komet, czyli klubów, które powstają i szybko znikają. Natomiast w Zakopanem dobre jest to, że kluby które się otwierają, działają latami. Tak było z Ampstrongiem, który działał 10 lat, Vavavoom chyba już 8 lat, Dworzec 5 lat… więc tak, jest różnica w dynamice, ale też większa stabilność.

Robiliście grube rzeczy w Ampstrongu, robicie w Dworcu,  wymyśliłeś też SnowFest, w lutym 2016 będzie jego trzecia edycja. I line-up też raczej na bogato. Może SnowFest sprawi, że Zakopane zimą będzie się kojarzyć ze dobrą muzyką tak jak w lecie Gdynia?

Festiwal jest świetnym wydarzeniem, żeby promować wielkich wykonawców i uważam, że Zakopane ma szansę stać się zimą festiwalową stolicą Polski. Snowfest powstał trzy lata temu, robimy go z Igorem Fleiszerem z duetu Last Robots, później dołączył do nas jeszcze Bartek Kaliś, który miał dość pracy w korporacji. Na pierwszej edycji SnowFestu, która odbyła się w Dworcu Tatrzańskim, zagrał między innymi Krafty Kuts, Moonlight Matters, Punks Jump Up, Dominique Young Unique i mocny polski skład. Przed Dworcem odbyły się zawody snowboardowe, które wtedy były dodatkiem, ale okazało się, że zainteresowanie jest tak duże, że potrzebujemy więcej przestrzeni i druga edycja odbyła się już na placu Niepodległości. Połączenie ekstremalnych sportów z muzyką jest idealne na imprezę plenerową w zimie. W lecie można położyć się na trawce, a my ludziom dajemy duże emocje, które ich grzeją. (Śmiech) Część muzyczna też jest bardzo dynamiczna, stawiamy na muzykę mocniejszą – i tu wszystko się zgadza z tym, co robiłem w Ampstrongu wcześniej. No i ludziom się to podoba.

Zakopanemu to jest potrzebne?

Uważam, że Zakopanemu to jest bardzo potrzebne, wręcz niezbędne. Zakopane w zimie jest doskonałym miejscem na przyjazd na jakieś wydarzenie tylko potrzebny jest impuls, a tym impulsem może być właśnie SnowFest. Teraz festiwal odbędzie się na Wielkiej Krokwi i to jest już skala, o jakiej myśleliśmy od dawna. W tym roku liczymy na sporo osób, mamy dobre wyniki przedsprzedażowe, odbiór środowiskowy też, to jest szansa, żeby ściągnąć ludzi do Zakopanego.

Wchodzimy na grząski grunt, ale trudno o tym nie wspomnieć, kiedy SnowFest wydaje się zjawiskiem egzotycznym na mapie atrakcji kulturalnych Zakopanego. Liczycie na to, że ten festiwal może stworzyć jakąś równowagę?

Jeśli chodzi o naszą muzykę regionalną to ona jest ciekawa i wartościowa, od lat fascynuje badaczy. Niepokojące jest tylko nieumiejętne czerpanie ze źródeł i przerabianie tego w discopolową papkę. To niestety nam wychodzi z niektórych karczm i ludzie są narażeni na słuchanie słabizny. Nie ze wszystkich, są karczmy, w których kapele grają muzykę góralską, prawdziwą i rootsową. Ale przerabianie jej „pod masową publiczkę” jest zjawiskiem niepokojącym. Jednak myślę, że to zostanie zepchnięte, bo ludzie mogą miałkość przez chwilę akceptować, ale kiedy zaczną przyjeżdżać tu częściej ludzie, którzy mają nieco inne wymagania, to zjawisko zniknie naturalną koleją rzeczy. Na to bym liczył i to jest scenariusz szczęśliwy. My, sprowadzając ludzi, którzy chcą posłuchać czegoś innego, wprowadzamy ich też do miasta. I oni będą mieć inne wymagania, a więc też na pewno wpływ na kierunek rozwoju miasta. Może będą chcieli posłuchać prawdziwej muzyki góralskiej, a nie pseudo-czegoś? Takie eventy są zdecydowanie pozytywnym punktem na osi rozwoju miasta.

Dziennikarka muzyczna, twórczyni 80bpm.net. Współpracuje między innymi z portalami Onet.pl i Noisey.

Podobne

Komentarze: