Miłość i śmierć w czasach techno. We Draw A „Ghosts” [RECENZJA]

Nie taki zły jest ten piątek 13-go, skoro uda nam się jeszcze urządzić małe wakacje z duchami. Duchami wrocławskiego zespołu We Draw A, który właśnie dziś pokazał światu płytę „Ghosts”.

We Draw A "Ghosts"

We Draw A „Ghosts”

W rozmowie z i-D, Wrocławianie powiedzieli, że nie podążają za żadnymi trendami, modami i innymi kodami dominującej na dzisiejszej scenie szeroko pojmowanego i wyświechtanego już bardzo terminu muzyki alternatywnej. Zresztą, takie podejście – w alternatywie do alternatywy – daje im +100 punktów do bycia naprawdę na uboczu. I wielkie im dzięki za takie podejście, bo tylko pozbywając się presji oczekiwań i porównań do aktualnie hajpowanych projektów, można nagrać płytę naprawdę od siebie.

To też pozwoliło We Draw A na odważne użycie estetyki dreampopowej ze schyłku lat 80., być może, urokliwie kiczowatej, takie senne emo, które budzi masę ciepłych skojarzeń, choć płyta jest głównie o śmierci. Człowieka, związków, miłości. Ale też, co zaskakujące, obok tych odrobinę archaizujących klimatów zespół kieruje swoją uwagę w stronę dominującego na scenie klubowej techno i to w jego raczej cięższych odmianach. „Aurora” jest chyba pod tym względem najmocniejszym (tak pod względem jakości jak i samego brzmienia) zawodnikiem z albumu, zachęcającym do raczej introwertycznej zabawy. Wspaniale buduje napięcie, aż do kulminacyjnej eksplozji lekko dysonujących harmonii w końcówce niemal 10-minutowego utworu. Co innego „Lighthouse”, który już nosi w sobie więcej ekstrawertyzmu, prostszej, subtelnie euforycznej taneczności. Jednak wrażenie zamknięcia, wyizolowania emocji w muzyce We Draw A pozostaje mimo wszystko. Zupełnie jakby ta muzyka chciała afekty zaznaczyć, ale nie podawać ich dosłownie.

Wokal z dużym pogłosem, nadającym mu cech onirycznych, spaja aranżacje – niezależnie od tego po jaką stylistykę duet akurat sięga – w zwarte formy. I nie bójmy się tego powiedzieć: piosenkowe. Daje to efekt bardzo ciekawego zderzenia dwóch światów. Syntetycznego, pozornie tylko bezdusznego, fabrycznego techno („Sad Supernova”) z czymś bardzo ludzkim i emocjonalnym. We Draw A ślizgają się ze swobodą po tych nastrojach, mieszając klimaty Kraftwerku, Pet Shop Boys i Berghain jednocześnie.

Jest w tym hipnotyczny trans, są uczucia, jest trochę zabawy – ale bez przesady. Duchy, które nawiedzają „We Draw A” wyraźnie zaznaczą swoją obecność także w waszych domach. Choć humoru wam raczej nie poprawią.

[8.5/10]

We Draw A, „Ghosts”, Brennessel 2016

Dziennikarka muzyczna, twórczyni 80bpm.net. Współpracuje między innymi z portalami Onet.pl i Noisey.

Podobne

Komentarze: