Modelowanie dźwięku. Błażej Malinowski „Mort EP” [RECENZJA]

Próbowaliście kiedyś medytacji? Koniecznie spróbujcie. Ale nie jeśli macie psychozę. Haha, OK, głupie żarty na bok. Mówię o tym, by móc porównać… i tu powinno paść pytanie: co u diabła ma medytacja do Błażeja Malinowskiego? Jeśli padło, znaczy, że jednego z nich nie znacie.

Błażej Malinowski "Mort EP"

Błażej Malinowski „Mort EP”

Prawie dziewięć minut kompozycji otwierającej „Mort EP” to wystarczająco dużo czasu, by zupełnie w niej utonąć. Podobnie jak wtedy, gdy podczas medytowania stopniowo osiągamy kolejne poziomy „wtajemniczenia”, schodząc coraz to głębiej w umysłową materię, podobnie Błażej Malinowski pozwala zapadać się w kolejne poziomy jego produkcji. Nie wiem czy efekt był od początku zamierzony – chętnie dopytam o to w wywiadzie – czy jest todziełem szczęśliwego przypadku, że połączenie śliskiego regularnego bitu i drgającego nad nim dźwięku oraz pojawiające się później ambientowe pady, tworzą rodzaj iluzji słuchowej, jakiejś holoakustyki. Dzięki niej, choć producent do tej podstawy dobudowuje kolejne efekty, to sprawiają one wrażenie jak gdyby działy się „pod spodem”. Przy odpowiednim nagłośnieniu i nadudnieniu basu odczucia są trójwymiarowe, organiczne. I parafrazując klasyka: właśnie O TYM mówię, kiedy mówię o techno. A ta iluzja z okładki nabiera teraz nowego znaczenia.

Jak powszechnie wiadomo, moja proweniencja jest transowa, a miłość doń nie zgasła nigdy. Dlatego fakt, że na epce poza tak szerokimi połaciami ambientującego, dubującego techno jak w oryginale „Mika” znajdziemy też coś transującego – cieszy mnie niepomiernie. Mowa tu o tej samej kompozycji po wizycie na warsztacie Steve Bicknella. Zrobiło się bardzo gęsto, szybko, niezwykle mrocznie. Konsystencja mleczka w tubce.

Totalnym odbiciem więc jest otwierający stronę B singel „Open Closed Open”. Więcej tu już przestrzeni, oddechów, selektywności. Produkcja jest tak klarowna i czytelna, jak gdyby Błażej wskazywał palcem dokładnie na to, na co należy zwrócić uwagę. Ta produkcja z „Mort EP” ma chyba największy taneczny potencjał. Konkret, po prostu konkret. I znów dla kontrastu, Rainy Day w remiksie ten utwór rozmazał, zatarł wszystkie granice jak gdyby ktoś palcem rozmazał krawędzie pastelowej, misternie tworzonej, konstrukcji. Zaskakujące to i odświeżające, przy okazji – imponujące jak można bawić się i wyginać materię dźwiękową.

„Mort EP” jest zbiorem niezwykle plastycznym i organicznym, ukazującym dosyć szerokie spektrum możliwości samego producenta jak i… jego utworów, zdających się już później żyć raczej własnym życiem. I dających się swobodnie modelować. Dla fana gatunku, nie tylko spod znaku Technosoul i Malinowskiego: absolutne must have.

Dziennikarka muzyczna, twórczyni 80bpm.net. Współpracuje między innymi z portalami Onet.pl i Noisey.

Podobne

Komentarze: