Ale mnie wzięło, czyli DEAS „Community” [RECENZJA]

Myślę, że to co w muzyce DEASA przyciąga najbardziej to jego konsekwentne wychodzenie z mroku. W każdym razie jeśli jesteście tymi, dla których techno jest za ciemne, za ciężkie i zbyt smoliste, to „Community” może wam pomóc.

DEAS "Community"

DEAS „Community”

Duży wpływ na tak wyróżniające się brzmienie Karola Mozgawy – bo tak naprawdę nazywa się producent – ma prawdopodobnie jego fascynacja analogowym sprzętem. Nie wiem na czym konkretnie powstał ten album, nie jestem aż tak (hehe) dobra, ale ludzi, którzy lubią dłubać w analogach cechuje ważna rzecz: zamiłowanie do dopieszczania dźwięku i bardzo organiczne podejście do materii muzycznej. To też w pewnym sensie determinuje konieczność sięgania po różne środki wyrazu, bez zamykania się w jednej gatunkowej formule. Dlatego stylistyka albumu czasem wygina się nawet w klimaty transowe („Metropolis”), intensywnie czerpiąc z brzmień archaicznych syntezatorów, sample głosowe w „My Own” odbijają mi się gdzieś echem z tyłu głowy synthpopowymi wrażeniami i ogólnie: dzieje się. Posłuchajcie też tytułowej kompozycji, zauważcie jak DEAS dobiera brzmienia i jak potrafi takimi niuansami dźwiękowymi, którymi wytycza swoje techno szlaki, podtrzymywać energię i napięcie przez cały czas trwania poszczególnych produkcji i całej płyty. Bo to kolejna ważna historia, kiedy długogrający krążek z techno przyciąga uwagę słuchacza od pierwszej do ostatniej minuty.

Oj trzymajcie rękę na pulsie i miejcie oko na imprezy Deasa. Choć sama jeszcze na żywo go nie słyszałam (wstyd, prawda?) to jestem przekonana, że człowiek z takim wyczuciem dźwięku i o muzyczności tego stopnia, na swoich imprezach jeńców nie bierze. Zresztą, na tej płycie też nie.

Dziennikarka muzyczna, twórczyni 80bpm.net. Współpracuje między innymi z portalami Onet.pl i Noisey.

Podobne

Komentarze: