Nowa Muzyka: dawna energia w nowej przestrzeni

Po dwóch latach przerwy (a właściwie delegacji do Doliny Trzech Stawów) Nowa Muzyka wróciła na teren odnowionego Muzeum Śląskiego w Katowicach. Przestrzeń, która w przyszłości posłużyć ma jako Strefa Kultury – nowe centrum kulturalnego życia Katowic, w dniach 22-23 sierpnia stała się ożywionym centrum świeżej elektroniki i nowofalowych brzmień. Industrialne, poprzemysłowe otoczenie uzupełnione o przeszklone, prostokątne kubatury stanowiło integralną całość z muzyczną ofertą festiwalu. Jak można przeczytać na oficjalnej stronie Muzeum Śląskiego, koncepcja, która towarzyszyła austriackiej grupie projektowej przy tworzeniu muzeum zakładała maksymalne wykorzystanie przestrzeni znajdującej się pod ziemią. Można dopatrzyć się tu pewnej analogii – lineup Taurona pokazuje muzykę wyszukaną, drzemiącą gdzieś pod gruntem ciężkiego mainstreamu.

Neneh_Cherry_04_©_Mondino

Neneh_Cherry_04_©_Mondino

Pięknym startem okazał się koncert otwierający festiwal – mimo zawodu wielu osób spowodowanego nieobecnością Cheta Fakera. W Kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Katowicach wystąpił polski zespół Sorry Boys z gościnnym udziałem Soul Connection Gospel Group, a po nich – godny zastępca Fakera – Sohn. „Jeżeli muzyka może być formą modlitwy to niech tak dzisiaj będzie” powiedziała na początku koncertu Iza Komoszyńska. Uduchowione wnętrze kościoła dodało muzyce Sorry Boys dodatkowej przestrzeni. Bogate brzmieniowo kompozycje, pełne energii i emocji podkreślonej obecnością chóru znakomicie sprawdziły się w tym miejscu. Usłyszeliśmy głównie kompozycje z najnowszej płyty „Vulcano” – m.in. „Evolution”, „Leaving Warsaw”, „The Sun” – duetowe „Back The Piano” oraz tytułowe „Vulcano”. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy usłyszałem zespół Sorry Boys byłem przekonany że to muzyka powstała za naszą zachodnią granicą. Jest w tej muzyce coś z romantyzmu Nicki and The Dove i zadziorności The Knife. Wybór właśnie tego zespołu na koncert otwierający festiwal – jak najbardziej trafiony.

Sohn – rok temu na Tauron Nowa Muzyka 2013 – w tym roku, już po wydaniu debiutanckiego albumu „Tremors” był drugim wykonawcą inauguracyjnego misterium. Oszczędność jego muzyki, wyjątkowo silny, falsetowy wokal i potęga brzmieniowa robią piorunujące wrażenie. Rewelacyjne kompozycje, bardzo ciekawe formalnie – loopowane i filtrowane wokale, zazębiające się motywy i progresywnie rozwijana energia utworów, podparta znakomitą techniką wokalną i pianistyczną przeniosła słuchaczy na wyższy wymiar duchowości (genialne „Red Lines” z EP The Wheel). Kulminacyjne „Artifice” podniosło wszystkich z kościelnych ławek i rozkręciło świetną kościelną imprezę której zakapturzony Sohn – niczym kaznodzieja – wyraźnie przewodził. Od momentu ogłoszenia właśnie Sohna jako zastępcy Cheta Fakera od razu wiedziałem, że to zastępstwo godne a zaczarowani po koncercie ludzie – tak podejrzewam – potwierdzą moje słowa.

Po tak udanej inauguracji nadszedł czas na wypełnione muzyką dni festiwalowe. Oferta jak co roku – bogata i stylistycznie zróżnicowana, nie sposób zobaczyć wszystkiego, ograniczę zatem moją relacje do występów które zrobiły na mnie największe wrażenie.

Jako pasjonat wszelkiego rodzaju artystycznych integracji, nie mogłem pominąć wybitnego koncertu Jagga Jazzist z gościnnym udziałem orkiestry Aukso pod batutą maestro Marka Mosia. Bogaty skład wykonawczy samych Jaga Jazzist, wsparty dodatkowo orkiestrą zaowocował iście symfonicznym masywem brzmienia. Otwierający koncert „One-Armed-Bandit” z charakterystycznym, zapętlonym motywem klarnetu basowego który scala te urozmaiconą pod kątem formalnym kompozycje to idealny przykład na to jak warstwa smyczkowa jest w stanie pięknie spoić się z podstawowym składem zespołu Jagga Jazzist. Choć to muzyka nieco skomplikowana i nie najłatwiejsza w odbiorze, to jednak pełna życia, ciekawa i interesująca. A o takie właśnie, ciekawe i interesujące brzmienia w tym festiwalu chodzi. Była w tym jazzowa drapieżność, wolna, nieograniczona improwizacja oparta na mocnym perkusyjnym groovie często w skomplikowanym metrum. Jeden z mocniejszych punktów na głównej scenie.

Zgodnie z przewidywaniami kolejną bombą na main stage okazał się występ szwedzkiej wokalistki Neneh Cherry z towarzyszącym jej zespołem RocketNumberNine. Tu, przeciwnie do występu Jagga Jazzist, na scenie instrumentarium było zdecydowanie mniejsze. Blank Project zakłada bowiem, że artystce towarzyszy jedynie perkusista oraz człowiek od elektronicznej strony projektu czyli Ben & Tom Page. Zastanawiałem się jak ten skład zabrzmi na głównej scenie w festiwalowych okolicznościach – po przesłuchaniu płyty przypuszczałem (i dalej tak twierdzę), że to muzyka idealnie nadająca się do żywego wykonania w klubach. Jednak, jak się okazało – energia, którą tworzy trio pasuje również do warunków festiwalowych. Ciężkie, połamane i gęste triphopowe bębny wsparte brudną elektroniką (kapitalne „Weightless”) i do tego charakterystyczny, nieco soulowy, czarny wokal Neneh. Muzyka mechaniczna, tajemnicza w której punkt ciężkości przesunięty jest na puls, brzmienie i charakter. Four Tet na pewno czuł, że drzemie w tym potencjał biorąc produkcje Blank Project na siebie. Neneh Cherry i RocketNumberNine to oryginalne i ciekawe brzmienie które ciężko porównać do czegoś innego. I które zdecydowanie warto zobaczyć na żywo.

Zupełnie w innym muzycznym rejonie klimatycznym poruszają się chłopcy z Years&Years. Taneczność, melodyjność i pozytywna energia bijąca od ich muzyki rozbujała publiczność pod główną sceną mimo wczesnej godziny występu (zainaugurowali sobotnie koncerty na main stage). Najjaśniejszą gwiazdą zespołu jest wokalista Olly Alexander. Komunikatywny Olly, wyraźnie poruszony frekwencja i zaangażowaniem słuchaczy podczas koncertu, nawiązał ze słuchaczami ciepłą nić porozumienia. Muzyka Years&Years to ciekawy konglomerat wyszukanej elektroniki z przystępną tanecznością spod znaku Disclosure. Warstwa muzyczna wydaje się być w pełni podporządkowana wokalowi, o nieco soulowym zabarwieniu. Londyńscy muzycy pracują sumiennie nad wydaniem debiutanckiego albumu, na koncercie usłyszeliśmy kompozycje z wydanej właśnie EP „Take Shelter”, oraz z poprzednich wydawnictw „Real”, „Traps” oraz sporo nowego materiału (cover „Breathe” Seana Paula). Po Tauronowym występie młodego trio czekam z niecierpliwością na ich pierwszy longplay.

Pink Freud w projekcie z utworami brytyjskiego duetu Autechre było tą Tauronową propozycją, której nie udało mi się wysłuchać przed festiwalem (m.in. na imprezie Before Tauron Nowa Muzyka w kwietniu czy na festiwalu Open’er), a na którą ostrzyłem sobie zęby już od dawna. Kiedyś dawno, dawno temu, uczestnicząc w koncercie „różowego” kwartetu Wojtka Mazolewskiego (wówczas z gościnnym udziałem lidera Acoustic Ladyland/Melt Yourself Down – Peta Warehama) w krakowskim klubie Face2Face miałem okazję po raz pierwszy wysłuchać „Goz Quarter” Autechre w ich interpretacji. Wgniotło mnie w ziemię. Występ ten skłonił mnie do poznania twórczości duetu z Manchesteru i głębszego przestudiowania ich muzyki. Wiadomość o tym, że Pink Autechre wystąpią na Tauron Nowa Muzyka 2014 gdzie miała odbyć się oficjalna premiera tego projektu mocno mnie zelektryzowała. Mechanika i repetytywność muzyki Autechre w aranżacji Pink Freud nabiera ludzkiego oblicza którego maszyna nie jest w stanie wygenerować. Akustyczne instrumentarium – saksofon, klarnet, mocno przefiltrowana trąbka Adama Milwiwa-Barona i głębia gitary basowej zadziałały idealnie. Pink Freud tchnęło w muzyke Autechre swojego różowego ducha. Napewno warto, żeby materiał ten znalazł się na płycie, niemniej jak to w przypadku Pink Freud bywa – najlepiej będzie jak sądzę obcować z nim na żywo, bo wtedy ta energia działa najlepiej.

Oczywiście muzyczny lineup tegorocznej edycji Tauron Nowa Muzyka obfitował w dużo więcej znakomitych występów jak i wydarzeń okołomuzycznych (Przestrzeń Refleksji – wystawy, spotkania). W niniejszej publikacji ograniczyłem się do koncertów które wywarły na mnie największe wrażenie. To zdecydowanie najlepsza impreza muzyczna w Polsce – posiadająca już zresztą grono wiernych odbiorców – która w dobry sposób przedstawia to, co we współczesnej elektronice i nowych brzmieniach najciekawsze i warte uwagi. W przyszłym roku jubileuszowa, X edycja Taurona. Już czekam z niecierpliwością…

Michał Paluch

Podobne

Komentarze: