Tauron Nowa Muzyka: dużo i dobrze

Festiwal Tauron Nowa Muzyka w Katowicach to zdecydowanie najlepszy wakacyjny turnus dla miłośników elektroniki. Cztery napompowane nią dni zaspokoją apetyt nawet najbardziej wymagających w tej kwestii słuchaczy.

Before…
Podobnie, jak w ubiegłym roku, organizatorzy z przyczyn technicznych zmuszeni byli do przeniesienia miejsca imprezy do Doliny Trzech Stawów – podobnie też, dzień wcześniej, koncert otwarcia odbył się w Galerii Sztuki Wilson. Start festiwalu oddano w ręce fińskiego muzyka, producenta elektroniki – Vladislava Delaya oraz kanadyjskiej postjazzowej grupy o wyraźnych hiphopowych inspiracjach BadBadNotGood. Zestawienie dobre, bo doskonale się uzupełniające. Delay rozpoczął swojego godzinnego seta spokojnie, ambientowo z charakterystycznymi wybrzmiewającymi długo padami, pulsującym synth-bassem i rozbitymi rytmicznie strukturami beatu. Kontynuując swój występ muzyka wkraczała w rejony regularnego techno, zaczepiając wyraźnie słuchacza i wprowadzając w trans. A gdy już byliśmy w transie…

… po krótkiej przerwie technicznej przyszedł czas na BadBadNotGood. Oryginalny sposób podejścia do dźwiękowej materii i doskonały warsztat to ich główne znaki rozpoznawcze. Muzyka zespołu wypływa od hiphopowych groove’ów, spokojnie dryfuje okraszona bogatą jazzową harmonią (rewelacyjny klawiszowiec!) by za chwilę wpaść w dźwiękowy sztorm naznaczony energią, której spodziewalibyśmy się raczej po kultowym Rage Against The Machine niż operującym jazzowym instrumentarium trio. Punkowa zadziorność i drapieżność tej muzyki została wchłonięta przez publiczność która dała się wyraźnie ponieść energii.

W trakcie…
Pierwszy dzień festiwalu złożony był głównie z dj’sko producenckich występów (choć był wyjątek), podczas gdy drugiego dnia prezentowała się większość zespołów. Bardzo dobrym koncertem popisała się Novika – to właśnie wspomniany wyjątek dnia pierwszego. Uzbrojona w zespół wokalistka pokazuje szersze muzyczne oblicze, zdecydowanie ciekawsze, a materiał z jej nowej płyty przedstawia wyraźny rozwój – i wokalny, i kompozytorski – artystki. Niezbyt wygodna pora występu nie przeszkodziła muzykom dać naprawdę świetny koncert, pełen tanecznej energii który dobrze rozkręcił katowicką publiczność.

Podobnie jak formacja Tosca – występ tego austriackiego trio rozkręcił na głównej scenie naprawdę dobrą imprezę, ich muzyka – lekka gatunkowo – na płytach utrzymana w klimatach spokojnego downtempo, na koncertach kieruje się w stronę żywszego, tanecznego house.

Reszta wieczoru należała już do elektronicznych eksperymentatorów – Holy Herndon, Darling Farah ale jednym z najlepszych występów pierwszego dnia był Jon Hopkins. Brytyjski producent dostrzeżony niegdyś i zaproszony do współpracy przez zespół Coldplay zagrał świetnie poprowadzonego seta, zawierającego kompozycje z wydanego w tym roku albumu „Immunity”, jak i starszych wydawnictw. Taneczność mieszała się z charakterystyczną dla jego muzyki melancholią. Publiczność żywo reagowała na wyłaniające się z pulsującego techno tematy znanych utworów Hopkinsa (znakomicie wmiksowane Light Through The Veins). Występ zakończyłą rozbudowana, piorunująca wersja Vessel. Zdecydowanie mocniejszy punkt piątkowych występów.

Od bardzo mocnej strony pokazał się również Amon Tobin w projekcie Two Fingers. Energetyczny, naprawdę mocny set w którym Tobin chętnie wkradał się w rejony ciężkiego, solidnego drumandbass’u spod szyldu Noisii czy Black Sun Empire. Świetna kontynuacja na głównej scenie po Hopkinsie. Idąc za ciosem docieramy do Squarepushera, który kończył piątkowe występy na scenie głównej. Artysta ukrywający się za ciekawym scenicznym image zaserwował solidną porcję IDM przepleconą z szaleńczym dril’n’bassem.

Na dokładkę
Drugi dzień festiwalu jak już wcześniej wspomniałem, bogatszy był w zespołowe występy na żywo. I tak oto na scenie głównej o godzinie 17 pojawiła się tajemnicza formacja OCET. Ukrywające się za maskami, niczym muzycy z SBTRKT, trio (kontrabas/git.basowa, bębny, wurlitzer) zagrało rewelacyjny koncert przed malutką ale za to bardzo zasłuchaną publicznością (niewdzięczna godzina występu…). OCET zaserwował solidną porcje kwaśnego techno w żywym kontekście. Niech żałują ci, którym nie chciało się zawitać do doliny trzech stawów o porze ich występu. Bardzo ciekawy projekt na którego rozwój czekam z niecierpliwością – dla mnie – jeden z lepszych występów festiwalu.

London Grammar – jaśniejsza gwiazda tegorocznej edycji festiwalu przyciągnęła pod scenę jak można się było domyśleć dość duże grono fanów, którzy gromadzili się pod nią już na soundchecku który nawiasem mówiąc sporo się przeciągnął a sam występ wystartował z kwadransowym opóźnieniem. Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem permanentne porównywanie tego projektu do Florence and The Machine – owszem, można zauważyć punkty wspólne – głównie w postaci znakomitego wokalu utrzymanego w podobnym „odcieniu” i barwie ale na tym się kończy. Rewelacyjne kompozycje, oszczędnie zinstrumentowane i zagrane robią wrażenie, szczególnie podczas słuchania na żywo. Szkoda, że zagrali tylko materiał z epki „Metal & Dust” (plus cover przeboju Chrisa Isaaca) – liczyłem chociaż na jedną „nową” kompozycję, która mogłaby zdradzić nad czym zespół aktualnie pracuje.

Równie pozytywne wrażenie co OCET pozostawił u mnie SOHN. Z tą różnicą, że ten drugi projekt dość dobrze kojarzyłem z nagrań, wiedziałem, czego mogę się spodziewać i – nie zawiodłem się. Uwielbiam tego typu występy gdzie trzech muzyków na scenie w pełni zaangażowanych w swoje role, bez nadmiernie egzaltowanej ekspresji generuje świetny klimat. Bardzo dobrze skomponowane utwory których dobrze słucha się z nagrań a jeszcze lepiej podczas koncertu. Zespół który idealnie balansuje na granicy żywego grania z bogatą elektroniką.

Nie ma co ukrywać, że zdecydowana większość festiwalowiczów (a może nawet wszyscy?), ostrzyła sobie zęby na występ berlińskiego tria Moderat. Tłum pod sceną ustawiony był już na 30 minut przed rozpoczęciem występu (który w przeciwieństwie do wszystkich – trwał 1,5h, nie licząc oczywiście spóźnionych London Grammar)). W momencie jego rozpoczęcia namiot, w którym znajdowała się główna scena, był już wypełniony do granic. Na co czekaliśmy?

Na piorunujący performance elektroniki, znakomite wizualizacje wyświetlane z efektem trójwymiaru na dwóch przecinających się prostokątnych ekranach. Usłyszeliśmy zarówno utwory z „I” jak i „II”, świetnie zmiksowane z partiami wokalnymi wykonywanymi live przez Sasche Ringa (znanego jako Apparat). To muzyka, która pochłania słuchacza w całości, która nie pozwala na moment znużenia – absorbuje stuprocentowo. A w tak doskonałej wizualnej oprawie jest już doświadczeniem wielozmysłowym. Moderat przed występem w Katowicach zapowiedzieli odkrywanie formuły koncertów na nowo – chciałbym, żeby w ich ślady szło jak najwięcej artystów.

Już po raz kolejny, dzięki festiwalowi Tauron Nowa Muzyka, mieliśmy przyjemność poznać nie tylko najświeższe trendy muzyki elektronicznej na świecie, ale też jej różnorodność. Trudno, z bogactwa, z jakim na co dzień w tej branży obcujemy, wyselekcjonować to, co najlepsze i najbardziej warte pokazania. Organizatorom katowickiemu festiwalu jakoś się to udaje… i przede wszystkim za to: chapeaux bas!

Michał Paluch

Podobne

Komentarze: