Charlotte forever!

Charlotte Gainsbourg w Poznaniu, 25 czerwca 2010

Charlotte Gainsbourg

Malta Festival Poznań to wydarzenie, które rokrocznie przyciąga do stolicy Wielkopolski fanów teatru, często prezentowanego w najbardziej zaskakujących formach. Ale od pewnego czasu program imprezy wzbogacany jest o koncerty gwiazd światowego formatu; wystarczy wspomnieć o wizytach takich wykonawców jak Sinead O’Connor czy Nine Inch Nasil w trakcie poprzednich edycji. To właśnie muzyczna strona tego wydarzenia sprawiła, że zdecydowaliśmy się zawitać do Poznania na jeden dzień, na który zaplanowano koncerty Renate Jett oraz Charlotte Gainsbourg.

Festiwal ma to do siebie, że rozlewa się na obszar całego miasta i łatwiej jest wskazać miejsce, gdzie nie odbywa się żadne wydarzenie przewidziane w ramach Malty niż wymieniać po kolei każde z nich. Wtorkowe występy odbyły się na dziedzińcu Starej Rzeźni. Trzeba przyznać, że był to dosyć trafny wybór, biorąc pod uwagę zarówno lokalizację jak i klimat samego miejsca. Jeżeli chodzi o informacje od kuchni, to muszę przyznać, że wszystko zostało solidnie przygotowane, zaś ja sam poznaniaków zapamiętam już po raz drugi (vide Radiohead w zeszłym roku) jako naprawdę dobrych organizatorów.

Tuż po godz. 21:00 na scenie pojawiła się pierwsza z gwiazd wieczoru, austriacka piosenkarka i aktorka Renate Jett, znana ze współpracy z polskimi artystami. Przygotowywała grunt pod występ Gainsbourg we właściwy sobie sposób, zaczynając od bardzo wymagających, na poły teatralnych wykonań. Z pewnością część zgromadzonych wprawiła przez to w konsternację, ale w dalszej części koncertu postawiła na lżejszy repertuar, dając dowód na to, że upływ czasu zdaje się jej nie dotyczyć. Warto wspomnieć, że w trakcie tego wieczoru towarzyszyli jej polscy muzycy, a miłym akcentem było zaproszenie aktorki Magdaleny Popławskiej do wykonania kilku numerów.

Wkrótce potem na scenie pojawiła się Charlotte Gainsbourg. Ktoś z publiczności wykrzykuje: „Charlotte Forever!” i możemy zaczynać. Byłem bardzo spokojny o poziom tego występu. Stwierdziłem, że przy tak dobrym repertuarze i umiejętnie dobranym składzie koncertowym, nie ma mowy o zaliczeniu jakiejkolwiek wpadki. Tak też się stało. Charlotte to osoba obdarzona niebywałym wręcz urokiem, a każda minuta obserwowania jej na żywo to ogromna przyjemność. Lekko rozbiegany i nieobecny wzrok, piękny uśmiech i delikatny głos – tak właśnie ją zapamiętam. Skoro jesteśmy już przy kwestii wokalu, to Gainsbourg zdołała poprawić swoje notowania w moim prywatnym rankingu. O ile na początku zdarzało jej się jeszcze nie panować nad głosem (lekka trema?) tak później brzmiała naprawdę czysto, zarówno w charakterystycznych dla siebie szeptach i melorecytacjach jak i mocniejszych akcentach.

Setlista koncertu przedstawiała się nad wyraz imponująco: zespół zagrał całe „IRM”, nie zabrakło też reminiscencji z „5:55” oraz kilku niespodzianek. Na wejście dostajemy prawdziwe uderzenie: mechaniczne „IRM” oraz „Greenwich Mean Time” zagrane z pazurem i energią. Piosenki osadzone są w mocno gitarowej stylistyce wzbogaconej o elektroniczne przeszkadzajki wszelkiej maści. Następnie przychodzi czas na nieco spokojniejsze kompozycje, a dzięki bajkowemu wykonaniu „Set Yourself On Fire” po raz pierwszy tego wieczoru powracamy do czasów, kiedy Charlotte współpracowała z Air. W kolejce czeka już singlowy hit „Heaven Can Wait”, na żywo zagrany szybciej niż w studio, przez co sprawia wrażenie wykonanego zbyt pospiesznie. Zaskakuje za to drugi singiel. „Time of the Assassins” w lekko odmienionej aranżacji z wyraźniejszą linią perkusji brzmi o niebo lepiej. Zresztą niesamowite aranżacje to, obok klimatu i głównej bohaterki wieczoru, najmocniejszy punkt całego występu. Świadczą one o niesamowitym talencie klawiszowca Charlotte, Briana Lebartona, któremu sama wokalistka nie szczędzi pochwał. Dowodziły o tym chociażby wykonane po sobie „La collectionneuse” i „Le Chat du Café des Artistes”. Ten pierwszy w wykonaniu na żywo zyskuje dodatkowy niepokój i niewątpliwie chwyta za serce, zaś cover piosenki Jean-Pierre’a Ferlanda stał się prawdziwym highlightem całego wieczoru. Zupełnie odmieniona wersja rozpoczyna się od elektronicznego bitu i dopiero, gdy ze skrzypcami do akcji wkracza Amir Yaghami jesteśmy w domu. Ale to nie koniec niespodzianek. Kolejnym zaskoczeniem jest włączenie do setlisty utworu Boba Dylana „Just Like A Woman”. Charlotte wykonuje go w iście knajpianym i amerykańskim stylu, by po chwili wykonać woltę i powrócić do rodzimej Francji. „Miałam ogromne szczęście, że mogłam współpracować z Beckiem i Air”, wyznaje w pewnym momencie Charlotte, „Ale jeszcze większym szczęściem jest dla mnie wykonanie utworu mojego ojca”. I tą zapowiedzią wokalistka przywołała ducha Serge’a Gainsbourga dzięki piosence „L’Hôtel particulier”. Pierwsze dźwięki są dosyć niepozorne: Charlotte + brudne brzmienie gitary. Jednak po chwili jesteśmy świadkami prawdziwej eksplozji, gitarzystka Nicole Morier klęka przed publicznością, tworząc ścianę bardzo mocnych dźwięków. Był z to pewnością jeden z tych momentów, kiedy zespół otarł się o sztukę najwyższych lotów. Na koniec głównej części setu muzycy serwują nam „Trick Pony”, jeszcze bardziej zadziorne niż w wersji studyjnej. Wkrótce pojawiają się na bis, aby zagrać jeszcze 3 utwory, w tym jeszcze jeden cover Gainsbourga. Jak to się mówi: koniec wieńczy dzieło.

Siłą rzeczy nie było mi nigdy dane zobaczyć na żywo Serge’a Gainsbourga i Jane Birkin. Jednak występ ich córki w niecodzienny sposób potrafił to nieco zrekompensować. Uroda mamusi w połączeniu z osobowością i repertuarem po ojcu sprawił, iż rzeczona dwójka była poniekąd obecna na scenie. Także dlatego występy Charlotte Gainsbourg to nie lada gratka dla wielbicieli muzyki najwyższej próby. Po zakończeniu trasy uważam, że jedynym słusznym krokiem, jaki Francuzka może poczynić to wydanie co najmniej epki live. A jeśli są na to szanse, to już dzisiaj zajmuję sobie miejsce w kolejce do sklepu muzycznego.

Rafał Maćkowski

1. IRM

2. Greenwich Mean Time

3. Me and Jane Doe

4. Master’s Hands

5. Set Yourself on Fire

6. Jamais

7. Heaven Can Wait

8. In the End

9. Time of the Assassins

10. La collectionneuse

11. Le Chat du Café des Artistes

12. AF607105

13. Vanities

14. Just Like A Woman

15. Dandelion

16. L’Hôtel particulier

17. The Operation

18. Looking Glass Blues

19. Trick Pony

bis:

20. The Songs That We Sing

21. Voyage

22. Couleur café

Dziennikarka muzyczna, twórczyni 80bpm.net. Współpracuje między innymi z portalami Onet.pl i Noisey.

Podobne

Komentarze: