Morcheeba „Blood Like Lemonade”

Morcheeba "Blood like a lemonade"

Wieść o zejściu się Sky i Morcheeby zeelektryzowała z pewnością całą rzeszę miłośników zespołu. Zaliczam się do niej również i ja, więc pełna nadziei oczekiwałam na nowy materiał grupy. Wraz z późną wiosną ukazał się singiel promujący wydawnictwo. „Even Though” przyjęłam dość chłodno. Wydał mi się dosyć zwyczajny i monotonny, brakowało mi w nim tego „czegoś”. Z trwogą zabrałam się za odkrywanie całego albumu, którego premiera miała miejsce 7 czerwca.

Pierwsze dwa podejścia skończyły się tym, że w okolicach trzeciego numeru po prostu zasypiałam. Nie wiem, czy był to zbieg okoliczności, czy wpływ leniwych dźwięków i kojącego głosu Skye? Gdy w końcu udało mi się wysłuchać płyty od początku do końca miałam wrażenie, że znam od dawna każdy z numerów. Może melodie w trakcie snu wbiły się w podświadomość? A może po prostu tak mocno nawiązują do tego, co do tej pory wydali bracia Godfrey we współpracy ze Skye?

Rozpoczynający płytę „Crimson” jest jednym z mocniejszych punktów albumu. Bardziej charakterystyczny i wpadający w ucho niż wspomniany już, singlowy „Even Though”. Lubię, gdy w refrenie Skye śpiewa silniejszym głosem tak, jak robiła to na swoim solowym albumie w numerze „Love Show”. Tytułowy „Blood like lemonade” swoją melodią wprawia mnie w wesoły nastrój. Na płycie nie brakuje również typowych dla Morcheeby numerów instrumentalnych, będących przerywnikami między konwencjonalnymi piosenkami. Jest to „Mandala” i „Cut to the chase”. Moimi faworytami są jednak dwie piosenki położone w samym sercu albumu. Delikatna, zaśpiewana tylko przy akompaniamencie gitary „I am the spring” klimatem przypomina nieco „Undress me now”. Z kolei „Recipe for disaster” urzeka przestrzenią melodii, która ma w sobie coś z moich ulubionych na „Who can you trust”.

Cieszę się, że Morcheeba wróciła do swojego pierwotnego składu. Ostatnie dwie płyty nagrane z innymi wokalami, w moim mniemaniu nie były wcale złe. Jednak gdy myślę Morcheeba, słyszę przede wszystkim głos Skye. „Blood like lemonade” nie wyznacza nowych trendów, bo wcale robić tego nie musi. Jest świetnie zgranym, przyjemnym albumem potwierdzającym najwyższą klasę zespołu i jego pierworodnej wokalistki. Jestem pewna, że tą samą klasę Morcheeba zaprezentuje w Gdyni uświetniając swoim występem CudaWianki.

Kamila Szeniawska

Dziennikarka muzyczna, twórczyni 80bpm.net. Współpracuje między innymi z portalami Onet.pl i Noisey.

Podobne

Komentarze: