Zero 7

Myślę downtempo, mówię Zero 7 – z pewnością to zdanie mogłoby powtórzyć wielu miłośników leniwych i stonowanych elektronicznych brzmień. Przepis na sukces Henry’ego i Sama jest stosunkowo prosty: inspiracje Quincy Jonesem, Ray’em Charlesem i The Cinematic Orchestra należy połączyć z przyjemnymi podkładami soulowymi i chilloutowymi, zaprosić zaprzyjaźnionych wokalistów i nagrać płytę. A jednak to, co wypróbowane jest przez wielu, tak naprawdę udaje się nielicznym.


Druga połowa lat 80. to czas, kiedy ścieżki dwóch studentów inżynierii dźwięku przecięły się po raz pierwszy. Poza kierunkiem studiów i londyńskimi korzeniami Henry’ego Binnsa i Sama Hardakera nie łączyło zbyt wiele. Ten pierwszy rozkochany był w brzmieniach soulowych i skrycie marzył o tworzeniu kompozycji utrzymanych właśnie takiej stylistyce. Z kolei Sam był zdeklarowanym wyznawcą hiph-hopu. Mimo to w lata 90. wkroczyli już jako dobrzy kumple i współpracownicy w Rak Studio. Swoje umiejętności inżynieryjne i producenckie szlifowali w cieniu takich wykonawców jak Robert Plant, Pet Shop Boys czy Young Disciples (współpraca z tym zespołem szczególnej satysfakcji dostarczała Henry’emu). Praca w cieniu innych muzyków z jednej strony okazała się cennym doświadczeniem, z drugiej musiała w pewnym momencie zwyczajnie nużyć. Duet postanowił rozpocząć działalność na własną rękę.

Dobrym duchem dla stawiających pierwsze kroki Sama i Henry’ego okazał się ich znajomy, Nigel Godrich. Panowie skontaktowali się z nim, kiedy ten wyprodukował słynny „OK Computer” grupy Radiohead i wkrótce otrzymali do przeróbki utwór „Climbing Up The Walls”. Wówczas należało wybrać szyld, pod jakim panowie mieli występować. Padło na ‚Zero Siete’ – nazwę jednego z nocnych klubów w… Hondurasie. Ostatecznie remiks znalazł się na singlu „Karma Police” i wkrótce dotarł do samego Gillesa Petersona. Utwór spotkał się z tak ciepłym przyjęciem, że Gilles postanowił zaprezentować go w BBC Radio 1. Taki sam los przypadł w udziale kolejnym remiksom stworzonym przez młody brytyjski duet. Swój warsztat panowie szlifowali, przerabiając „If You Can’t Say No” Lenny’ego Kravitza, „Love Theme From Spartacus” Terry’ego Calliera czy „Low Five” Sneaker Pimps. To, co miało się wydarzyć potem, było już naturalną koleją rzeczy.

Pod koniec lat 90. panowie wzięli się ostro do roboty. Przed wypuszczeniem na rynek debiutanckiej płyty, wydali 2 epki w ściśle limitowanej ilości, które jedynie podgrzały atmosferę wokół ich projektu. Wspomniane już remiksy plus pierwsze premierowe kompozycje sprawiły, że oczekiwania brytyjskich krytyków wzrastały i wzrastały. Wreszcie w 2001 roku Sam i Henry zaprezentowali swój pierwszy i zarazem cieszący się największym uznaniem album zatytułowany „Simple Things”. Płyta skazana była na sukces. Rewelacyjne i melodyjne utwory łączące elektronikę, soul i jazz, okraszone brzmieniem potężnej orkiestry, a także niepowtarzalny, lekko melancholijny nastrój, ujęły publiczność i krytyków. Zero 7 udało się włączyć do projektu świetnych wokalistów: Sia Furler, Sophie Barker oraz Mozez nadali materiałowi jeszcze większego uroku. Sam Hardaker określił niespodziewany sukces jako doświadczenie ekscytujące, ale jednocześnie przerażające. „Chcieliśmy tylko tworzyć muzykę, jakiej sami lubimy słuchać” – przyznał w jednym z wywiadów. Jak się okazało podobne gusta przejawiała publiczność na całym świecie, co zaowocowało bardzo długą i wyczerpującą trasą koncertową. Na początku Sam i Henry bardzo sceptycznie podchodzili do występów na żywo ze względu na spore przyzwyczajenie do zaszywania się w studiu nagraniowym. Jednak, gdy dołączył do nich 20-osobowy zespół i wspomniani już wokaliści, udało im się przełamać, dzięki czemu zespół święcił triumfy także w Stanach Zjednoczonych. Wydaniu „Simple Things” (obwołanym krążkiem na miarę „Moon Safari” Air) towarzyszyły single „I Have Seen”, „Destiny”, „End Theme” „Distractions” oraz „In the Waiting Line”, który przyczynił się do ogromnej popularności Zero 7.

Kiedy muzycy zaczynali się przygotowywać do pracy nad nowym albumem, mieli już na koncie nominację do Mercury Music Prize, złotą płytę oraz prestiżową kompilację Another Late Night, na której znalazły się utwory Roots Manuva, The Cinematic Orchestra, The Stylistics oraz premierowa kompozycja Zero 7 „Truth & Rights” (cover Johnny’ego Osbourne’a). Henry Binns przyznaje, że pierwsze dni w zbieraniu materiału wspomina jako prawdziwą niemoc twórczą (opowiada o tym zresztą piosenka „In Time”). W poszukiwaniu inspiracji muzycy udali się do Hiszpanii. Sesja nagraniowa, do której zaproszono znanych z poprzedniego albumu wykonawców oraz nowego gościa, duńską piosenkarkę Tinę Dico, zaowocowała „When It Falls” wydanym w 2004 roku. Stylistycznie album nieznacznie odbiega od swojego poprzednika. Sam i Henry poszli tym razem w stronę folkowo-popową, nie rezygnując jednak z downtempowych podkładów. Najważniejszą zmianą jest liczba piosenek, które zdominowały „When It Falls”, dająca większe pole do popisu dla wokalistów. Na pierwszy singiel promujący nowy materiał wybrano jedną z najlepszych kompozycji z dorobku Zero 7: „Home”, kolaborację z Tiną Dico. Kolejne epki to: „Somersault”, „In Time” oraz „Warm Sound”. Przy okazji tej ostatniej rozpisano konkurs na najlepsze remiksy tego utworu, w którym chętnie uczestniczyli fani zespołu. O spektakularnym powrocie nie było mowy, ale krążek spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem.

Panowie nie kryli zmęczenia, kiedy powrócili z kolejnej trasy koncertowej. Zapragnęli stworzenia materiału jeszcze spokojniejszego i różniącego się do „When It Falls”. Chcieli, jak to sami określili, stworzyć „nową rzeczywistość”. Miało to umożliwić studio stworzone w spokojnej okolicy Glastonbury. Właśnie w takiej atmosferze bez ciśnienia i londyńskiego zgiełku powstawał „The Garden”. Do prac nad albumem zaproszono skromniejsze towarzystwo: poza stałą współpracowniczką, jaką została S. Furler, na płycie możemy usłyszeć José Gonzáleza oraz debiutującego w roli wokalisty Henry’ego Binnsa. Po raz kolejny Zero 7 zebrało przychylne noty, nie da się jednak ukryć, że nie jest to downtempo na miarę poprzednich płyt. Nie przeszkodziło to jednak zespołowi w zdobyciu nominacji do Grammy Award w roku 2007 w kategorii najlepszy album z muzyką elektroniczną/dance. Sporym sukcesem okazały się również wydane na przestrzeni 2006 roku single: „Futures”, „Throw It All Away”, „You’re My Flame” i „If I Can’t Have You”. W drugiej połowie 2007 roku Henry i Sam stworzyli poboczny projekt pod nazwą Ingrid Eto po to, aby „wyżyć się” instrumentalnie i komponować utwory bez udziału wokalistów. Jak się później okazało, część pomysłów, melodii i aranżacji z tego okresu zostało wykorzystanych w trakcie prac nad kolejnym albumem.

Jego premiera miała miejsce we wrześniu 2009 roku. „Yeah Ghost” wydaje się być naturalną koleją rzeczy. Kolejny raz do rąk słuchaczy trafił materiał, na który składają się downtempowe piosenki z elektronicznymi niuansami. Jedynym nowum jest absencja Sia Furler, zajętej w tym czasie pracą nad własnym projektem. Wokalnego wsparcia duetowi udzielają tym razem Eska Mtungwazi, Martha Tilston, Jackie Daniels oraz Rowdy Superstar. Po raz kolejny swoich sił za mikrofonem próbuje Henry Binns. Można go usłyszeć w utworze zwiastującym nowe wydawnictwo zatytułowanym „Everything Up (Zizou)”. Podtytuł ma podobno nawiązywać do postaci słynnego Zinedine ‚Zizou’ Zidane’a.

Kompozycje Zero 7 cieszą się nie tylko uznaniem krytyki, ale sporą popularnością. Świadczy o tym częstotliwość pojawiania się piosenek zespołu na licznych składankach (nie wyłączając takich serii jak Hotel Costes), filmach („Garden State”), serialach („The O.C. „, „Sześć stóp pod ziemią”) czy spotach reklamowych.

Rafał Maćkowski

dyskografia:
EP 1 (2001)
EP 2 (2001)
Simple Things (2001)
Another Late Night: Zero 7 (2002)
Simple Things Remixes (2003)
When It Falls (2004)
The Garden (2006)
Yeah Ghost (2009)

oficjalna strona internetowa – www.zero7.co.uk
MySpace – www.myspace.com/zero7official

Dziennikarka muzyczna, twórczyni 80bpm.net. Współpracuje między innymi z portalami Onet.pl i Noisey.
Komentarze: