beat_assilantAntidotum dla komercyjnego rapu, wskrzeszenie hip-hopu i ikona francuskiego eklektyzmu Beat Assailant wystąpi 24 stycznia w warszawskim klubie Centralny Basen Artystyczny.

Jego koncerty to żywiołowa żonglerka słowem połączona z występem zespołu czerpiącego zarówno z klasycznego jazzu, funku, soulu i klimatu lat 70., jak i modernistycznego rocka lub electro. Wszystkie trzy albumy wydane do tej pory we Francji siały mocne zamieszanie na tamtejszej hip-hopowej scenie, skutecznie łącząc amerykański flow z typowo francuskimi podkładami.

BIO:

Beat Assailant to najprawdziwszy artysta, w literalnym znaczeniu tego słowa. Wybierając wieczną tradycję Afriki Bambaaty i DJ Kool Herca, udowadnia, że rymowanie nie może być jedynie receptą na osiągnięcie popularności lub nakarmienie swego konta. On zawsze odświeża swoje inspiracje i czerpie przyjemność z pracy jedynie w momencie podejmowania artystycznego ryzyka. Najnowszy, trzeci już, album w jego dyskografii po raz kolejny to potwierdza.

Wszystko zaczęło się w 2001 roku, kiedy to pochodzący z Atlanty Beat Assailant spotkał producenta Danny’ego Wilda na swych francuskich wakacjach. Po zaledwie kilku miesiącach nagrali wspólnie pierwszy album – „Hard Twelve”. To świeże i spontaniczne nagranie powstało jedynie na bazie mikrofonu i kilku prostych sampli. Wypuszczone na światło dzienne w 2005 roku zdobyło uznanie krytyki oraz słuchaczy z otwartymi umysłami głównie za idealne połączenie amerykańskiego rapu z francuskim brzmieniem, czerpiącym bardziej z electro czy jazzu niż czystego hip-hopu.

Drugie wydawnictwo Beat Assailant datowane jest na rok 2008. W przypadku „Imperial Pressure” odszedł on jednak całkowicie od poprzedniej konwencji i nagrał album praktycznie bez użycia maszyn. To artystyczne wyzwanie opłaciło się, dzięki czemu ze swoim dziesięcioosobowym składem zagrał praktycznie na każdej możliwej francuskiej scenie (ponad 300 koncertów!). Jak sam mówi, te występy to już dużo więcej niż hip-hop:

– Bardzo dużo się nauczyłem współpracując z całym zespołem. Graliśmy funk, jazz, soul, wszystko w duchu lat 70.

To pozwoliło mi przenieść rap w nieco bardziej melodyczną i elastyczną stronę. Nauczyłem się używać rymów tak jak perkusji. W big bandzie musisz znaleźć swoje miejsce, ponieważ muzycy zawsze są skłonni do improwizacji. Zatrzymałem tę konwencję, ale wciąż chciałem zaskakiwać ludzi. Dlatego stworzyłem nieco inny vibe, trochę bardziej futurystyczny, bardziej przestrzenny.

Chciałem zostawić  całe lata 70. za sobą po to, by nowy album był  bardziej electro-rockowy. Po nowe pomysły spojrzałem właśnie w tym kierunku i kawałek „Space Ship”  idealnie to udowadnia.

Potwierdza to jego producent: Pierwszy album był w 100% zaprogramowany, drugi był sesją na żywo, trzeci natomiast to idealny balans pomiędzy beatboxem i akustycznym dźwiękiem. To idealnie koresponduje z życzeniami Beat Assailant, w których wyłożył mi cały koncept na przestrzeń i słowa.