batfolashes-twosuns

Dualistyczna doskonałość

Bat For Lashes to zjawisko. Niektórzy w jej twórczości słyszą głos Sinead O’Connor, dla innych pobrzmiewa tam rozdzierająca niekiedy barwa wokalu Bjork, jeszcze inni doszukują się związku z utworami i głosem Kate Bush. Prawda jest taka, że Natasha Khan (bo tak brzmi prawdziwe nazwisko Bat) nie kopiuje żadnej z tych wielkich – jakby nie było – artystek. I chwała jej za to, bo jak wiadomo – Bjork, Sinead czy Kate to egzemplarze pojedyncze. Natasha jest sobą, ale siebie stworzyła ucząc się od najlepszych.

Recenzenci doszukali się w drugim albumie brytyjsko-pakistańskiej artystki, jej własnego alter ego, blond famme fatale. Nie wiem dlaczego blond i nie wiem czy faktycznie alter ego, bo przymierzając się do odsłuchu „Two Suns” uznałam, że wiem czego można się spodziewać i faktycznie – artystka nie zwaliła mnie z nóg ogromną zmianą stylu. „Two Suns” jest dla mnie rozwinięciem „Fur and Gold”, dojrzalszą siostrą (tudzież bratem), albumem, na którym Natasha wykorzystała w pełni swój potencjał, wykształcenie, wyobraźnię i możliwości aranżacyjne oraz wokalne.

Pełnia brzmienia w warstwie instrumentalnej (i elektronicznej) to pierwszy plus. Materiał brzmi okrągło, namacalnie, miejscami wręcz aksamitnie. Drugim plusem jest sam głos wokalistki – Bat osiągnęła to, czego wiele wokalistek zazdrości tym najsłynniejszym, a mianowicie świadomość. Ładnie zaśpiewać potrafi zapewne 90% społeczeństwa, ale umiejętność odpowiedniej modulacji, zmiany natężenia, osiągania krzyku bez krzyku, rozdarcia narażenia słuchaczy na niesmak, szeptu bez wymuszania nasłuchiwania – to prawdziwa sztuka. Bat For Lashes potrafi osiągnąć różne stany emocjonalne i brzmieniowe w odstępie kilku sekund, a wszystkie jej „oblicza” brzmią wiarygodnie i intrygująco. To pewnie przez tę właśnie różnorodność porównywana jest z tyloma znamienitymi artystkami (w utworze „Two Planets” usłyszymy wpywy Bjork, w „Daniel” – Sinead O’Connor, a w „Glass” – Anji Garbarek).

Dwa plusy to jeszcze nie koniec, bo to, co dopełnia ideału krążka, to pomysłowość. Natasha zaryzykowała i na „Two Suns” zderzyła różne style, różne brzmienia, różne elementy muzyczne. Chociaż pozostajemy w klimatach kosmiczno-magiczno-onirycznych, to jednak poszczególne utwory mogą zaskoczyć swoim „przebiegiem wydarzeń”. Rozpoczynające całość „Glass” zdaje się utworem balansującym na krawędzi snu i jawy, do momentu w którym tempa nie nadadzą mu mocne bębny, a w tle złowróżebnie nie zaczną rozbrzmiewać organy. W refrenach Bat pokusiła się nawet o powalający falset, przywodzący na myśl Nightwish (i to w dobry tego skojarzenia znaczeniu). Pod koniec krążka znajdziemy wyjątkowe „Two Planets”, którego gro podkładu instrumentalnego opiera się na zróżnicowanej brzmieniowo i rytmicznie warstwie perkusyjnej, a sam głos wokalistki został przepuszczony przez jakiś szalony efekt elektroniczny, nadający mu brzmienia niemalże mitologicznego. Album zamyka delikatne, rozbrajające, niewinne „The Big Sleep”, którego stylistyka zbliżona jest do co smutniejszych i trudniejszych utworów z filmu „Tańcząc w Ciemnościach” z Bjork. Gdyby Natasha napisała do spółki z Islandką operę, duet miłosny z niej brzmiałby właśnie, jak „The Big Sleep”.

Bat For Lashes to niewątpliwie zjawisko. Mało który „młodszy artysta” (bez wieloletniego stażu i „pleców” kolegów, wytwórni i tysiąca znajomych) ma dziś  odwagę tworzyć muzykę tak złożoną i nieprzystępną dla większości potencjalnych słuchaczy. A co ważniejsze – mało który tego typu artysta wychodzi z niszu i z rozmachem zamierza się na międzynarodowy rynek muzyczny. Wielka., wielka szkoda, że Natasha Khan nie została wyróżniona statuetką Marcury Music Prize, ale sądzę, że „Two Suns” samo się wybroni. Gorąco, uczciwie i z ogniem w oczach – polecam.

Jadwiga Marchwica