Waldeck

Pod koniec lat 90. ukuto pojęcie „Vienna Sound” – szyld, którym opatrzono okołoelektroniczne i chilloutowe poczynania muzyków ze stolicy Austrii. To, co jest wyróżnikiem tego stylu muzycznego to z jednej strony niewątpliwa elegancja i muzyczny szyk połączone ze świeżym spojrzeniem na trip-hop, nu-jazz czy lounge i świetnym zapleczem produkcyjnym. I, nie ma co ukrywać, że na miano jednego z najlepszych przedstawicieli „Vienna Sound” zasłużył sobie nie kto inny a Klaus Waldeck. Konkurować zaś mogą z nim jedynie takie tuzy jak słynny duet Kruder & Dorfmeister czy Sofa Surfers.

waldeck1

Historia Klausa Waldecka, jak już to zostało zasygnalizowane, rozpoczęła się w Wiedniu i po zatoczeniu sporego koła wiąże się z tym magicznym miastem obecnie. Muzyk zaczynał od lekcji gry na pianinie. Miał wówczas 6 lat. Później zafundował sobie jednak dosyć długą przerwę, by oddać się studiom prawniczym. Edukacja zaowocowała specjalizacją w dziedzinie praw autorskich. Muzyka jednak zawsze pozostawała dla niego jedną z najważniejszych rzeczy w życiu, gwarantką niezależności i poczucia wolności. Gonitwa za tym uczuciem okazała się silniejsza na początku lat 90. i zaowocowała wyjazdem do Londynu w poszukiwaniu inspiracji i perspektyw współpracy z tamtejszymi muzykami. Do jednej ze stolic muzyki elektronicznej Waldeck wybrał się z bardzo pokaźnym wyposażeniem w postaci różnego rodzaju sprzętów. Nie minęło zbyt wiele czasu, a Waldeck’owi udało się nawiązać współpracę z house’owym labelem Choci’s Chewns. Austriak przeżywał wówczas okres fascynacji lo-fi, która stopniowo ustąpiła zainteresowaniem coraz popularniejszym trip-hopem. W tym samym okresie zeszły się drogi Waldecka i jego 2 ulubionych wykonawców: Joy Malcolm (nagrywającej z Incognito) oraz Briana Amosa. Właśnie wtedy zostały nagrane partie wokalne na debiutancki materiał Klausa. Jak sam przyznaje, Londyn pozwolił mu otworzyć oczy na wiele brzmień, trendów, technik, jednak w 1996 roku nadszedł czas powrotu do rodzinnego miasta.

Zanim Waldeck zyskał szersze uznanie, jego muzyka przykuła uwagę węższego grona „wtajemniczonych” w to, co na wiedeńskiej scenie się dzieje. Trip-hop w wydaniu Klausa zwabił Petera Krudera i Richarda Dorfmeistera, którzy zajęli się produkcją „Moon” i „Aquarius”. Zwłaszcza ta druga kompozycja, przeróbka słynnego przeboju z musicalu „Hair”, zaczęła wzbudzać coraz większe zainteresowanie. Sam Waldeck stwierdził, że materiały zebrane w Londynie to jeszcze nie to i dokonał pewnych przeróbek w przygotowanych wcześniej kompozycjach. 1996 rok przyniósł debiutancką epkę muzyka, „Northern Lights”. Wspomniany już „Aquarius” (pierwszy singiel) oraz „Moon” znalazły się także na pierwszym longplay’u Waldeck’a pt. „Balance of the Force”. Trip-hopowe brzmienia połączone z mocnym dubem i świetnymi partiami wokalnymi przyniosły Austriakowi spore uznanie i niemały sukces komercyjny (jak na produkcje tego typu). Ogromną popularnością cieszył się zwłaszcza ostatni z singli promujących album – „Defenceless”. Label Spray, dla którego to i inne nagrania powstały, określił muzykę Waldecka’ jako „Underwater Sci-Fi Soul”.

Wydana kilka lat później płyta „The Night Garden” ukazała się już nakładem wytwórni założonej przez Klausa – Dope Noir. Oczekiwania słuchaczy żądnych kolejnych trip-hopowych produkcji były ogromne. Na szczęście Waldeck sprostał im, co więcej po utwory z nowego albumu sięgano jeszcze częściej niż w przypadku „Balance of the Force”. Mowa tu nie tylko o 2 singlach: klubowym „This Isn’t Maybe” (sample ‚pożyczone’ od Cheta Bakera) czy „Tears Running Dry”, ale również o takich niepsokojnych piosenkach jak „Slowly”. „The Night Garden” nie przyniósł żadnych zmian brzmieniowych ani personalnych (za mikrofonem ponownie ci sami goście). Przyniósł za to udaną trasę koncertową. Waldeck przywiązuje dużą wagę do oprawy swoich występów. Na scenie w trakcie koncertów oprócz sprzętu czy projektorów ustawiano sofę, lampkę, parę magazynów. Klaus twierdzi bowiem, że scena, na której prezentowana będzie muzyka elektroniczna powinna przypominać poczekalnię u lekarza. To nie koniec oryginalnych pomysłów tego artysty. Utwór „Demasked” (ostatecznie umiesczony na singlu „This Isn’t Maybe”) był wykonywany przez pewien czas jedynie na żywo. Spotkał się on jednak z tak ciepłym przyjęciem, że Waldeck postanowił pokusić się o jego wersję studyjną. W tym celu zebrał grupę zainteresowanych, by na 52 godziny zamknąć się z nimi w studiu nagraniowym i stworzyć utwór na ich oczach.

Zarówno kompozycje z „Balance of the Force” jak i „The Night Garden” doczekały się wielu remiksów i przeróbek. Wykorzystując ten fakt, Waldeck wypuścił na rynek dwa albumy. Pierwszy z nich to „Balance of the Force Remixed” z 1998 roku. Znajdziemy na nim nowe wersje piosenek z debiutanckiej płyty autorstwa m.in.: Thievery Corporation, Fauna Flash i Rockers Hi-Fi. Z kolei w 2002 roku na półkach sklepowych pojawił się „The Night Garden Reflowered” z remiksami chociażby Kid Loco, Herberta, Urbs i Mushroom Dive.

Potem nastąpiła dosyć długa przerwa, a od Waldeck’a przestały napływać informacje na temat nowego materiału. Została ona przerwana dopiero w roku 2006 wydaniem singla „Make My Day”, który był zwiastunem dosyć sporej zmiany klimatu i brzmienia muzyki Klausa. W następnym roku światło dzienne ujrzał trzeci krążek Austriaka: „Ballroom Stories”. Do nagrań oprócz znanych nam wokalistów została zaproszona także Zeebee, która wykonała kilka piosenek. To nie jedyna nowość. Najważniejszą innowacją okazała się spora przebojowość i o wiele pogodniejsza atmosfera utworów stanowiących zawartość płyty. Do tego dochodzi ogromna fascynacja Waldeck’a brzmieniami nu-jazzowymi i przede wszystkim swingowymi. „Muzyka swingowa lat 20. i 30. to połączenie wysokich wartości artystycznych i 100% rozrywki, kombinacja jakiej wcześniej nie spotkano”, opowiada Waldeck. „Duża część tej tradycji została zniszczona przez reżim nazistowski i II wojnę światową. Starałem się znaleźć właściwą kontynuację dla tych brzmień zaniedbywanych przez wiele lat. Oczywiście jest o wersja XXI wieku, a nie kopia”, dodaje muzyk. W rzeczy samej ciężko nazwać kopią brzmienia, które z jednej strony łączą swingowe szaleństwo, z drugiej elektronikę i dubowe podkłady. Album jednych wprawił w zdumienie, inni przekonali się do niego od razu, z miejsca ogłaszając go najlepszą downtempową produkcją 2007 roku.

Nic więc dziwnego, że Waldeck w tej otoczce swingowej poczuł się jak pączek w maśle. Kolejnym przypadkiem tego rozmiłowania jest wydana przez niego pierwsza odsłona kompilacji „Waldeck´s Gramophone”. To, co było głównym zamierzeniem artysty, to ukazanie, iż niezależnie od tego, czy żyjemy w szalonych latach 20. czy na początku XXI wieku, to najważniejsze jest czerpanie przyjemności z muzyki. Muzyki, która łączy te 2 okresy. Oprócz utworów Waldeck’a na płycie znajdują się kompozycje muzyków, którzy nieustannie go inspirują, wśród nich: Django Reinhardt, Pink Martini, Cesaria Evora, Svenska Hotkvintetten.

Czy w słuchawkach za deckami, czy w gustownym fraku, Waldeck ma do zaoferowania znacznie więcej niż trip-hop i downtempo wymieszane w idealnych proporcjach. Jeden z ambasadorów wiedeńskiej muzyki elektronicznej z trip-hopu wydobywa jego najgłębsze i najmroczniejsze brzmienia, a z downtempo jego kojącą odprężającą atmosferę. Jego muzyka to elektronika naprawdę wysokich lotów, a każda płyta utwierdza nas tylko w przekonaniu, że kariera prawnicza to nie zawsze najwłaściwsza droga do obrania.

Rafał Maćkowski

dyskografia:
Northern Lights EP (1996)
Balance of the Force (1998)
Balance of the Force Remixed (1998)
The Night Garden (2001) >>nasza recenzja<<
The Night Garden Reflowered (2002)
Ballroom Stories (2007) >>nasza recenzja<<
Waldeck´s Gramophone Vol.1 „Swing & Champagne” (2008)

oficjalna strona internetowa: www.waldeck.at
MySpace: www.myspace.com/71153420

Podobne

Komentarze: