Urszula Dudziak

Poznanie materiału z płyty „Ulla-la” zbiegło się w czasie z informacją, o imprezie promującej go, na której mogłabym usłyszeć podobne dźwięki, oczywiście na żywo. I przyznam szczerze, że szalenie intrygowało mnie to, jak Urszula Dudziak brzmi w klubie, z towarzyszeniem deep house’owego rytmu. Tę i inne wątpliwości miałam okazję rozwiać właśnie na koncercie, przed którym udało mi się zamienić z Panią Ulą kilka słów…

Kaśka Paluch: Jak wyglądało nagrywanie płyty „Ulla-la”? Spotkaliście i tworzyliście wspólnie?

Urszula Dudziak: Nie, to było całkowicie intermedialne, jeśli tak można powiedzieć, przedsięwzięcie. Tracki z moim głosem zostały podesłane do Djów, którzy dograli do nich swoją muzykę. Muszę jednak zaznaczyć, że ten materiał jest całkowicie nowy. Mój głos na tej płycie to nie sample z jakichś starszych nagrań, wszystko zostało stworzone właśnie na potrzeby tej płyty. Dzisiejszy wieczór będzie pierwszym wspólnym graniem i bardzo się cieszę z tego spotkania, bo czuję, że to będzie coś dobrego, coś zupełnie innego.

KP: Bardzo często występuje Pani właśnie w duetach…

UD: Tak, pierwszą płytę w duecie nagrałam z Adamem Makowiczem, która została wydana w amerykańskiej Columbii i która w Downbeacie [prestiżowy jazzowy magazyn – dop. KP] dostała pięć gwiazdek, czyli maksimum, zarezerwowane dla wyjątkowych płyt. Bardzo byłam z tego dumna. Lubię występować w duetach. A to, co będzie teraz… to jest zupełny odjazd (śmiech) ale zapoczątkowany właściwie moim swoistym „flirtem” z Djem Vadimem….

KP: … o niego właśnie miałam pytać (śmiech), proszę coś na ten temat powiedzieć…

UD: On mnie szukał… i odnalazł, a ja przyjechałam do niego do Londynu, żeby zrobić nagranie. Byłam zszokowana kiedy zobaczyłam, że on ma prawie wszystkie nasze płyty – które my nagrywaliśmy przecież wtedy, kiedy jego jeszcze na świecie nie było (śmiech). Utwór z Vadimem wyszedł chyba nieźle, tak twierdzi moja córka Mika, która jest zafascynowana tą płytą – a ja bardzo liczę się z jej zdaniem.

KP: Czyli w tym przypadku wyglądało to inaczej, niż na „Ulla-la”

UD: Tak, wtedy weszliśmy do studia – on ze swoimi instrumentami, ja ze swoimi, nagrywaliśmy razem, choć wiedziałam, że ostateczna forma będzie brzmiała inaczej. Później zresztą Vadim wysyłał mi jeszcze tracki, żebym dograła coś więcej, ja to robiłam, odsyłałam i tak korespondowaliśmy…

KP: I był jeszcze Kella…

UD: O tak, on robi genialne rzeczy ze swoim głosem…

KP: A skoro już przy Ninja Tune jesteśmy, na pewno zna Pani duet Skalpel

UD: Tak! Uwielbiam ich muzykę. Wczoraj właśnie byłam na ich koncercie, w pierwszym rzędzie – udało mi się nawet podać Marcinowi zestaw papierowych serwetek, do otarcia potu z czoła (śmiech). Bardzo podobały mi się także wizualizacje, pomysł na wykorzystanie w nich motywów starych nagrań np. amerykańskich big bandów.

KP: Byłaby Pani chętna do współpracy z Igorem i Marcinem? Do wspólnych kompozycji?

UD: Ja bardzo chętnie. Osobiście jestem całkowicie za takim projektem, mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie…

KP: Wróćmy jeszcze na moment do „Ulla-la”. Utwory na tym krążku to deep house i drum’n’bass – czy to są kierunki współczesnej muzyki klubowej, które Pani preferuje?

UD: Ja szczerze mówiąc nie jestem jakoś specjalnie obeznana w tych gatunkach, to nie ma dla mnie większego znaczenia – ważne, żeby muzyka mnie porywała, inspirowała, tak, bym chciała być częścią tego. To jest najważniejsze, nie nazwa.

Tym optymistycznym akcentem, zakończyła się rozmowa z panią Ulą, gdyż wybiła godzina jej planowanego wyjścia na scenę – do rozgrzewanej już od kilku godzin, przez przedstawicieli Pe!Music publiczności. Jakkolwiek sama muzyka, grana z płyt przywiezionych przez Djów z pewnością zachęcała do tańczenia, tak moment pojawienia się wokalistki skontaminował w podziemiach krakowskiego Prozaka wszystkich, którym udało się do klubu wejść – i nic dziwnego. Energia głosu i osobowości Urszuli Dudziak w połączeniu z głębokim beatem stworzyły właściwie nieznaną dotąd jakość.

Entuzjastyczne reakcje publiczności – które podzielałam także i ja – mówiły same za siebie. W tym miejscu pozostaje już tylko podziękować labelowi Pe!Music za pomysł, świetną organizację i życzyć wielu następnych, równie udanych, imprez.

rozmawiała: Kaśka Paluch

Podobne

Komentarze: