Soundtrack "Angel-A"

angelaAlbo ostatnimi czasy panuje moda na zapraszanie do tworzenia oprawy muzycznej przez muzyków z pogranicza trip-hopu, albo po prostu filmowcy znają się na rzeczy. Bo, przyznajmy to, nie sposób nie zauważyć, że wśród wykonawców pojawiających się na soundtrackach z pojedynczymi utworami lub ogólnie wśród autorów całych ścieżek dźwiękowych znaleźć możemy muzyków z naszego elektronicznego podwórka. Jak długo byśmy się nad tym nie zastanawiali, czy to czysty marketing, czy coś innego, my, fani takowych brzmień, jedynie z tego korzystamy.

Tak też doszło do współpracy Anji Garbarek i Luca Bessona przy okazji filmu „Angel-A”, klimatycznej i czarno-białej historii pewnego krętacza imieniem Andre, który postanawia skończyć z życiem, skacząc z mostu. Wtedy dochodzi do jego spotkania z tajemniczą kobietą, która jest aniołem… Besson i Garbarek to dwie uznane firmy (przy czym Anja znana jest węższemu gronu). Z inicjatywą wspólnej pracy wyszedł, Besson, który nie kryje swego sentymentu do muzyki Anji. „Znałem Jana Garbarka, saksofonistę, który grał z Keithem Jarretem w latach 70-80 i zaciekawiła mnie muzyka jego córki. Domyślałem się, że dorastała słuchając Stanleya Clarke’a i Milesa Davisa. Bardzo spodobały mi się jej pierwsze płyty. Słychać w nich było korzenie jazzowe, a także głos a la Björk i dużo większą dawkę wrażliwości i poezji. W tym samym momencie odnalazłem wspomniany scenariusz (nad którym Besson już wcześniej pracował). Dopisywałem jego dalszą część, słuchając właśnie tej muzyki. Od początku była ściśle związana z historią, obie miały ze sobą idealnie współgrać.” – opowiada sam Luc.

„Zawsze kochałem to miasto, ale praca nad tym filmem zmusiła mnie do spojrzenia na nie innym okiem. To tak jakbym odwiedzał dawną kochankę! W pierwszych filmach często starałem się ją rozebrać, zajrzeć w jej wnętrze. Od tego czasu wystarczająco dorosłem, żeby teraz z nią zatańczyć… ” – dodaje reżyser. Jeżeli rzeczywiście miał ochotę porwać Paryż (bo o tym miejscu mowa) w tany, to wybrał sobie do tego świetny podkład muzyczny. Anja swoją obecność zaznacza z całą charakterystyczną dla niej kobiecością, talentem, tajemniczością i urokiem.

„It happens that someone knocks at my door” – to zagadkowe pukanie po raz drugi otwiera plytę autorstwa Anji. „Angel-A” możemy więc spokojnie traktować też jako małe ‚the best of’. Niemało tu znanych już kompozycji takich jak właśnie „Beyond My Control”, który po prostu uwielbiam. Jest miejsce na „Can I Keep Him?” z ostatniej płyty, do którego teledysk wzbudza automatyczne skojarzenia z obrazem Bessona. Ale co oprócz tego? Soundtrack nie byłby soundtrackiem gdyby nie miniaturki-tematy filmowe. Jako muzyczna ilustratorka Anja radzi sobie bardzo dobrze. Co jednak bardziej przykuło moją uwagę? Nieznane przeze mnie wcześniej utwory. Całe dwa utwory 🙂 : magicznie jazzowe i nonszalanckie „It’s Just A Game” oraz delikatny i powabny „No Trace Of Grey” brzmiący jak jedna ze spokojniejszych piosenek z „Briefly Shaking”. Zaskakujące, bo dopiero teraz dostrzegłem niezwykłą filmowość utworów Anji.

Płytę można nazwać niemal kolejną w dorobku artystki. Z 18 utworów 14 jest jej autorstwa. Pozostałe to kompozycje skomponowane przez Eat, Radar i Hiro My Hero. Może nieco z innej bajki, ale w niczym nie godzą w spójność albumu. Umieszczone na końcu potęgują jedynie gęsty, mglisty i tajemniczy klimat. I właśnie ten klimat, ta muzyczna ‘Francja elegancja’ to najpoważniejszy atut „Aniel-A”.

W Paryżu byłem tylko raz, w dodatku przez jeden dzień. Nie sposób opisać emocji, jakie wywołuje to miasto i jak wielki urok posiada. Ścieżka dźwiękowa (mam nadzieję, że będzie tak również w przypadku filmu) pozwala mi w pewnym stopniu tam powracać. „Angel-A” to bez wątpienia najpiękniejszy muzyczny przewodnik, jaki do tej pory dany mi było słyszeć.

Rafał Maćkowski (el.greco)

Podobne

Komentarze: