Sonar Lodge "Needlework"

sonarlodge-needleworkJakiś czas temu Big Blue Records rozbiło bank z wydawnictwami labelu Music for Speakers, dzięki czemu na polski rynek trafiło kilka ciekawych pozycji. Dla mnie jest to przede wszystkim okazja do kolejnej styczności z muzyką Richarda van Kruysdijka wydającego także pod szyldem Strange Attractor. O ile w ramach tamtego projektu dają o sobie znać jazzowe ciągoty Richarda, tak w przypadku Sonar Lodge mamy do czynienia z bezapelacyjną dominacją brzmień elektronicznych.
„Needlework” to tak naprawdę muzyczny czteropak. Jego zawartość stanowią wydane wcześniej 4 epki Sonar Lodge. Pochodzące z nich kompozycje (poddane często różnym przeróbkom i remiksom) zostały zremasterowane, a następnie połączone w całość. Operacja ta zaowocowała niezwykle przyjemnym dla ucha miksem. Mam nadzieję, że nikogo to nie dziwi, bowiem Richard od kilku lat pracuje na licencję na tworzenie przyjemnych dźwięków. O nich już za chwilę.

Całość można podzielić na 2 części, które rozdziela krótkie interludium zatytułowane „Heartland”. Pierwsza to zdecydowane, energiczne klubowe granie. Z pewnością stało się tak za sprawą dużej ilości remiksów autorstwa m.in. Domu i Tony’ego Nwachukwu z Attica Blues. Wyraźny, pulsujący beat, trochę klikającej elektroniki i sporo nu-jazzowych naleciałości – to właśnie jest wyznacznikiem pierwszej połowy. Na myśl przychodzą automatycznie chociażby takie kompozycje jak „Glow and Glare” Jazzanovy. Nieco mniej dynamicznie (co nie znaczy, że bez żywiołu) prezentuje się drugą odsłona „Needlework”. Tutaj przede wszystkim liczy się nastrój, lekka zmiana tempa i trochę przemyconego trip-hopu tak jak w świetnym „Buzzin’ (It’s Alright)”. Musimy też pamiętać, że zarówno Sonar Lodge jak i Strange Attractor to formacje stworzone z myślą o koncertach. Właśnie część kompozycji sprawia wrażenie napisanych specjalnie, aby można je było wykonać na żywo (vide „Nautilus”). Słowem, ta propozycja Sonar Lodge to muzyczna wędrówka po różnych gatunkach, które można by wymieniać i wymieniać. Aż strach pomyśleć, co by na to powiedziały tagi na portalu last.fm.

Do tej pory album „Needlework” (jak większość propozycji z Music for Speakers) zbiera dosyć przychylne noty, ale należy przyznać otwarcie: tą płytą Sonar Lodge Ameryki nie odkrył. Materiał jest naprawdę dojrzały i spójny (co zaskakuje ze względu na to, że ma charakter kompilacji), ale nie można go posądzić o zbytnią innowacyjność. Ale to jedyny recenzencki kamyczek, jaki mogę wrzucić do ogródka Sonar Lodge.

Po przesłuchaniu krążka stwierdziłem, że nie będę się porywać na bezwzględne rekomendacje, bo całość była dla mnie trochę przewidywalna. Jednak nie zmieni to faktu, iż „Needlework” urzeknie słuchaczy, którzy stawiają na klimat i dobre brzmienie. Płyta jest dowodem na to, że nie zawsze trzeba trzymać rękę na pulsie muzyki elektronicznej, aby raczyć słuchaczy odprężającymi i kołyszącymi dźwiękami.

Rafał Maćkowski

Jadwiga Marchwica, z-ca red.nacz | jmj [at] 80bpm.net

Podobne

Komentarze: