Skalpel "Konfusion"

skalpel-konfusionZłota polska jesień za oknem, złota polska jesień w Ninja Tune. Powrót wrocławskiego duetu wyczekiwany, zwłaszcza przez krajanów, z obgryzionymi paznokciami i nutką niepewności, następuje już rok po premierze debiutanckiego „Skalpel” – winowajcę takiego stanu rzeczy i nastawienia większości słuchaczy. „Konfusion” nie da się oceniać osobno, zapominając o fenomenalnym debiucie. Siła drugiego krążka (pomijając „1958 Breaks”) tkwi w tym, że prezentuje się świetnie mimo, iż patrzymy na niego przez pryzmat zeszłorocznego wydawnictwa.
Zacznijmy od tego, że duetu oczekiwaliśmy bardzo wiele, ale niekoniecznie jakiejś rewolucji. I tak też się stało: poruszając się w takiej stylistyce i mając na koncie taki krążek jak „Skalpel” nie zmienia się zbytnio brzmień ani środków. W tym dostrzec możemy mocne pokrewieństwo między dwoma albumami. W przypadku „Konfusion” znajdziemy chyba więcej jazzu w jazzie, tych stonowanych, momentami melancholijnych i ospałych kompozycji. Na płycie dominuje nastrój końca nocy, kiedy już powoli gasną latarnie, a nieliczni parzą pierwszą kawę. Wszystko w oparach połamanego, jazzowego dymu i nowoczesnego mroku. Panowie wyruszają tropem, który znamy z płyt Cinematic Orchestra, dopieszczają każdy element i pozwalają na przegląd każdego pojawiającego się instrumentu.

Rozczarowaniem okazał się dla mnie… czas trwania krążka. W tak krótkim materiale nie ma jednak większych problemów w odnalezeniu wyśmienitych dań: „Shivers”, „Flying Officer”, a przede wszystkim „Deep Breath” po prostu miażdżą. Tak, wiem, to nie jest tak spora ławica utworów na najwyższym poziomie jak poprzednio, jednak w moim przypadku ilość ta jest satysfakcjonująca.

Klucz do sukcesu i do zrozumienia muzyki Marcina i Igora tkwi w bardzo ciekawym manewrze. Podbijają serca słuchaczy z różnych zakątków Europy, bowiem z jednej strony w ich utworach znajdziemy elementy zachodniego uniwersalnego grania, z drugiej zaś przemyconą polską egzotykę i magię, która uwodzi chociażby brytjskich melomanów.

Sporo osób potrzebowało czasu, by oswoić się z nowym Skalpelem. Bądź co bądź materiału do najłatwiejszych zaliczyć nie możemy, ale myślę, że co wytrawniejsi gracze, a przede wszystkim miłośnicy stylistyki polish jazz w wykonaniu wrocławian szybko poczują się jak w domu. Zero ‚konfusion’ z mojej strony.

Rafał Maćkowski (el.greco)

Jadwiga Marchwica, z-ca red.nacz | jmj [at] 80bpm.net

Podobne

Komentarze: