Moloko "Do You Like My Tight Sweater?"

moloko-sweater

Podobno od tego się zaczęło. Słodko mleczny duet poznał się na imprezce w północnej Anglii, kiedy to Rosin (późniejsza wokalistka zespołu) spytała Marka Brydon’a (już wtedy znanego z tego, że bawi się w muzykę) „Do you like my tight sweater?” Czy ktoś spróbowałby powiedzieć „Nie”? Mark uznał, że to świetny tekst na płytę, którą wydano już rok później. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?
Na dzień dobry „Fun For Me”. Każdy powinien potraktować ten tytuł osobiście i czym prędzej rozpocząć zabawę z debiutem Moloko. Ten singiel nigdy się nie nudzi, jest tak magicznie chilloutowy, że za każdym razem, gdy go słucham nasuwa mi się magiczne słowo Ibiza. Taka stylistyka dominuje na większości materiału, ale za każdym razem Mark muzycznie zaskakuje słuchacza od innej strony. Trzeba przyznać, że zabawa z elektroniką wychodzi mu pysznie. To takie party-granie na piątkowe wieczory tyle, ze z duszą. Do tego dochodzi głos wielkiej indywidualistki i showmanki, Rosin Murphy. Ciekawa barwa z lekkim piachem ma w sobie i coś kobiecego, i dziewczęcego. W znacznej mierze dzięki niej wszystkie te utwory zyskują specyficzną eteryczność. Na płycie znajdują się jeszcze dwa single: „Dominoid” i utwór z pokrętnym tytułem „Where Is The What, If The What Is In Why”. Ten ostatni może chyba najbardziej z całej płyty przypaść do gustu fanom trip-hopu. Przed klubowy szereg wybijają się jeszcze piosenki z zupełnie innych bajek. „Butterfly 747” to już bardziej techno, a „Killa Bunnies” to z kolei rockowe granie. Nie sposób też przejść obok przezabawnych i uroczych mini-utworów pełniących rolę przerywników i łączników między kolejnymi piosenkami. Wśród nich „Tight Sweater”, który pozwala nam zajrzeć do umysłu Marka w momencie tego olśnienia, które towarzyszyło pierwszemu spotkaniu z Rosin.

Pozycja godna uwagi, zwłaszcza, gdy dobieramy sobie płytki jako podkład do tańca. Myślę, że na „Do You Like My Tight Sweater” warto zwrócić uwagę ze względu na to, że wiele osób grupę poznało dopiero dzięki hitowi wszechczasów – „Sing It Back” (tak jak ja) i może nie mieli ochoty, żeby cofać się wstecz. Proszę mi wierzyć, zarówno słuchanie jaki i recenzowanie tej płytki to wielka przyjemność.

Myślę, że niewiele jest kapel, które sprawiają takie trudności, jeśli chodzi o sklasyfikowanie i odłożenie na jakąś muzyczną półkę. Do duetu przywarła etykietka trip-hopu. Może nie jest to błąd, ale już po pierwszych dźwiękach płyty każdy fan mrocznych brzmień mocno się przejedzie. Klimat być może jest podobny, ale jednak pełno tu radości, tanecznej wariacji zmieszanej z funkiem, new beatem, house i czymś w rodzaju ambitnej muzyki tanecznej. Sami muzycy mówią, że są skromną, ale niepokorną grupą popową. Skromną? Przecież ta jak i kolejne płyty to ogromne powody do dumy! I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od sweterka…

Rafał Maćkowski (el.greco)

Jadwiga Marchwica, z-ca red.nacz | jmj [at] 80bpm.net

Podobne

Komentarze: