Masha Qrella "Unsolved Remained"

mashaMasha Qrella pojawiała się od jakiegoś czasu to tu, to tam, mniej lub bardziej samodzielnie. Najczęściej chyba kojarzona była z berlińskim projektem Contriva, prezentującym post-rockowe i inne eksperymentalne brzmienia. W tym zespole, o dziwo, grała na… basie. Tymczasem uwagę skupić możemy na jej głosie, skąd inąd całkiem ładnym.

„Unsolved Remained” zostało wydane w Morr Music i choć nie znam historii powstania tej płyty, sądzę, że to wybór wytwórni był zdeterminowany stylem, jaki prezentuje Qrella, a nie na odwrót. Morr Music bowiem znane jest z takich wykonawców jak Lali Puna czy Mum, którzy mają ściśle określony styl i brzmienie. Podobnie jest właśnie z muzyką na omawianym albumie – bardziej eksperymentalnie niż trip-hopowo, dużo gitar i spora przestrzeń.-, a to wszystko doprawione elektronicznymi, czy czasem wręcz elektrycznymi improwizacjami.

Jedno, co na pewno mogę o tym krążku powiedzieć to to, że ma znakomite wejście. Tytułowy utwór, który rozpoczyna płytę, rozwija się w ciepłą, pogodną kompozycję, udoskonaloną śpiewem Mashy i mocno osadzonymi, ale miękkimi akordami gitary. Pierwsze wrażenie więc jak najbardziej pozytywne. Później za to jest już dość nierówno. Na „Unsolved Remained” zdarzają się produkcje bez wyrazu, wręcz mdłe, nawet z pewną pretensją w melodyce – i mówię tu o utworze „Last Night”, który jest drugą ścieżką na płycie. Jak więc widać schody są wysokie i co najgorsze – niemile zaskakujące. Mogłabym powiedzieć, że ten album jest nieudany, ale kilka kawałków na nim kategorycznie mi tego zabrania. Lepsze, a nawet bardzo dobre punkty to czysto instrumentalny „No Matter”, który kojarzy mi się z soundtrackiem do nie tak starego filmu „Monster” (autorstwa Briana Transeau) – nastraja melancholijnie i uspokaja jednocześnie i przyznam szczerze, iż załuję, że trwa tylko troszkę ponad cztery minuty, bo mogłabym go słuchać jeszcze pięć razy dłużej (ale od czego mamy „repeat” w odtwarzaczach). Równie dobry jest „Destination Vertical”, w którym dochodzi do zjawiska pod tytułem rytm 4×4 i co ciekawe – wychodzi mu to na dobre.

Spostrzegłam, że najlepsze utwory na tej płycie, są utrzymane w barwach molowych – może to znak, że Masha ma smykałkę do smutniejszych klimatów? Jakkolwiek jest – „Unsolved Remained” nie rzucił mnie na kolana, ale – mimo słabszych momentów – w paru miejscach udało mu się wzbudzić we mnie pozytywne odczucia. Najchętniej usłyszałabym ten materiał w podkładzie do filmu, przy czym musiałoby być to dzieło Davida Lyncha… i bez słów.

Kaśka Paluch

Komentarze: