Martina Topley-Bird

Papierosek z Trickym

Zaczęło się od papierosa. Martina, szalona 15-latka, która dobrze wie, jak smakuje cydr, wieczorami zasłuchuje się Faith No More, a jakiś czas temu miała okazję zobaczyć The Sugarcubes na żywo, siedzi na murku przed swoją szkołą, trzyma w ręce peta i śpiewa sobie pod nosem. Los chciał, że akurat przechodził tędy niejaki Tricky. Zagaduje ją na chwilę, poucza, ale jednocześnie flirtuje. Minęło parę tygodni, gdy w oknie studia Tricky’ego pojawia się nie kto inny a ta sama podpalająca dziewczyna, która postanowiła pochwalić się, że ma swój zespół i całkiem nieźle śpiewa. 5 lat później to jej głos otwiera jedną z najważniejszych płyt w historii trip-hopu.

Martina

Martina wychowywała się w typowej dla średniej klasy rodzinie wielodzietnej. Do czwórki jej rodzeństwa dołączyła trójka dzieci ojczyma Martiny (jej ojciec, Martin Topley, zmarł w wieku 29 lat). To, co wyróżniało tę pokaźną gromadkę spośród innych to ogromna muzykalność. Dom przyszłej gwiazdy trip-hopu wypełniała przede wszystkim „czarna muzyka”. Jak wspomina sama Topley-Bird, rodzice dosłownie katowali ją soulem i r’n’b. Kto wie, być może to ‚katowanie’ sprawiło, że znaczna część jej rodziny ma po dziś dzień wiele wspólnego z branżą muzyczną jak np. jej bracia, którzy udzielają się w grupie Outtro. Martina nie potrzebowała zbyt wiele czasu, aby wbrew woli rodziców porzucić świat delikatnych soulowych piosenek, chór i szkolny zespół jazzowy po to, by oddać się punkowemu szaleństwu. Właśnie taką Martinę, uczennicę jednej z bristolskich szkół, poznał Adrian Thaws lepiej znany jako Tricky.

Młodziutka dziewczyna postanowiła wyfrunąć z rodzinnego gniazdka, by trafić pod skrzydła Tricky’ego. Jego plany co do wydania pierwszej solowej (i jak najbardziej bristolskiej płyty) zaczynały się klarować. Wspólna praca zbliżyła Martinę i Adriana do tego stopnia, że wkrótce związali się ze sobą. Obwołana przez wielu muzą Tricky’ego piosenkarka miała do siebie żal, w rzeczywistości nie miała pojęcia o funkcjonowaniu przemysłu muzycznego, nie zabierała też głosu w dyskusji nad kształtem wspólnej płyty. To z pewnością jednak jej wokal na debiutanckim winylu „Aftermath” okazał się jednym z atutów, który pozwolił Tricky’emu podpisać umowę z Island Records w 1994 r. Rok później światło dzienne ujrzała płyta dedykowana matce artysty „Maxinquaye” i świetnie wpisała się w okres ogromnego popytu na mroczne elektroniczne dźwięki. „To piosenki Tricky’ego: mroczne i prawdziwe. Myślę, że odzwierciedlały to, co wówczas czuło wielu ludzi, ale są również trochę nieziemskie. Być może dlatego, że Tricky to obcy”, opowiada Martina. Kolejnym epizodem związanym z wydaniem płyty była trasa koncertowa. Martina nie mogła zbytnio poczuć radości występowania na żywo, ponieważ w tym czasie na świat przyszło jej dziecko, córeczka Mazy. Czy to sukces nowej gwiazdy trip-hopu, czy narodziny dziecka, czy mocne osobowości obojga rodziców (a może każdy z tych elementów) sprawiły, że związek Martiny i Tricky’ego stawał się coraz bardziej burzliwy i destrukcyjny? Niewykluczone. Pewne jest to, że wkrótce drogi tej dwójki artystów zaczęły się rozchodzić.

To, że związek Martiny i Adriana był już historią, nie oznaczało bynajmniej tego, iż Tricky postanowił podziękować swojej wieloletniej partnerce za współpracę. Jeden z najpiękniejszych głosów trip-hopu usłyszeliśmy na innych płytach Thawsa. Są to: „Nearly God”, „Pre-Millennium Tension” (wspólna sesja na Jamajce) oraz „Angels with Dirty Faces”. Wówczas prasa zaczęła oskarżać Tricky’ego  o to, że jest złym ojcem i koncentruje się jedynie na robieniu kariery. Coraz trudniej było więc nagrywać z osobą, z którą jest się związanym w taki a nie inny sposób. Jak się jednak okazało, ta współpraca nie została zerwana raz na zawsze.

Gdyby sporządzić muzyczny życiorys kolaboracji Martiny, okaże się, że współpraca z Tricky’m to ważny ale z pewnością nie jedyny epizod tego typu. I tak od 1999 roku z ‚usług’ wokalistki korzystali chociażby rockmani z Earthlings? (utwór „Conversing Among Misfits”) i Primus (współpraca nad płytą „Antipop” zaowocowała 2 piosenkami: „Dirty Drowning Man” oraz „Coattails Of A Dead Man”), ale również postacie ze światka bliższego elektronice: David Holmes, który zaprosił Martinę do prac nad albumem „Bow Down To The Exit Sign” („Out Run”, „Slip Your Skin”, „Zero Tolerance”); Diplo (piosenka „Into The Sun” na LP „Florida”) czy Gorillaz (na płycie „Demon Days” udziela się w „All Alone” do spółki z Roots Manuva). Niektórzy mieli szczęście oglądać Martinę na żywo podczas trasy amerykańskiej trasy koncertowej grupy Porno For Pyros. To, co jednak przede wszystkim zasługuje na uwagę, to solowe poczynania Topley-Bird.

Artystka na rynek europejski powróciła w 2003 r. z pierwszym autorskim, dojrzałym materiałem. „Quixotic” miał „uwolnić” Martinę od nieustannego kojarzenia wyłącznie ze wspólnych przedsięwzięć z Tricky’m. Jego miejsce zajęli muzycy, z którymi nie czuła tak silnego powiązania: David Arnold, Josh Homme, Mark Lanegan, a także David Holmes. Autorami większości piosenek są Alex McGowan, Steve Crittall oraz przyrodni brat Nick Bird. Wokalistka nie do końca wyzwoliła się z „jarzma” Tricky’ego, który również tutaj zaznacza swoją obecność. Solowy debiut Martiny to mieszanka soulu, trip-hopu i rocka. Płytę promowały 4 single. Wybór padł na: „Need One”, „Anything”, „I Still Feel” oraz „Soul Food”. O powodzeniu tego wyśmienitego materiału świadczy chociażby nominacja do Mercury Prize. „Większość albumu opowiada o walce pomiędzy pragnieniami a tym, co jest dla nas dobre. Większy akcent pada jednak na pragnienia” – tak krążek opisuje sama wokalistka. Rok po europejskiej premierze „Quixotic” trafił za Ocean pod zmienionym tytułem („Anything”), ze zmienioną okładką i kolejnością utworów. Jakość pozostała bez zmian.

Po wydaniu „Quixotic” Martina nie była szczególnie szczodra w prezentowaniu informacji na swój temat, przez dłuższy czas milczała również jej strona internetowa. Jeden z nielicznych znaków życia dała w roku 2005, nagrywając cover „I only have eyes for you” z repertuaru The Flamingos, który znalazł się na składance „Sweetheart 2005”.

„(Przy „Quixotic”) miałam coś do udowodnienia i dużo eksperymentowałam z brzmieniem, które chciałam osiągnąć. Następnym razem chciałabym stworzyć coś prostszego”, tak ostatecznie Martina kwituje swój debiut. W poszukiwaniu tej prostoty miała pomóc jej podróż do Los Angeles oraz zaangażowanie połówki duetu Gnarls Barkley, Briana ‘Danger Mouse’ Burtona (prywatnie fana twórczości Tricky’ego). Muzycy poznali się przy okazji nagrywania dla formacji Gorillaz i szybko stwierdzili, iż chcieliby stworzyć coś razem. Współpraca rozpoczęła się w 2005 r. (czego owocem była piosenka „Poison”), decydująca faza prac nad nowym materiałem nastąpiła nieco później i ostatecznie zakończyła się we wrześniu 2007 r. „Spora część tego albumu opowiada, jak bliskie są dla siebie fizyczność i emocje w relacjach pomiędzy ludźmi”, wyznaje wokalistka. Przede wszystkim ma tu na myśli relacje ze swoim ojcem i ojczymem, które z pewnością odbiły się na jej późniejszych związkach. Całość jest równie nastrojowa i melancholijna jak poprzedni album, jednak stylistycznie „The Blue God” bliżej do popu, bluesa i soulu okraszonych momentami elektronicznymi podkładami. Materiał obdarzony nieco większym zacięciem komercyjnym niż „Quixotic” promują single: „Carnies” i „Poison” (na epce znajduje się utwór „Soldier Boy” nagrany razem z Gorillaz).

Rafał Maćkowski

dyskografia:
Quixotic (2003)
The Blue God (2008)

oficjalna strona internetowa: http://www.martinatopleybird.com/
MySpace: http://www.myspace.com/martinatopleybird

Podobne

Komentarze: