Maria Peszek

Nieco zapomniana, na nowo odkryta, okrzyknięta skandalistką i bezwstydnicą. Od momentu premiery nowej płyty, Polska dostała swoistego kręćka na punkcie znanej już – jakby nie było – Marii Peszek. Pytanie brzmi: dlaczego i czy słusznie?
peszek

Pierwszy raz Marysia zagościła w naszych domach, dzięki odbiornikom TV, w roku 1985 przybierając postać niejakiej Alferdy w serialu Rozalka – Olaboga (reż Jadwiga Kędzierzawska), później stała się aktorką także teatralną debiutując w Weselu – Stanisława Wyspiańskiego (reż. Mikołaj Grabowski), wystawianym w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Teatralne pasje rozwijała i pogłębiała między innymi w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, którą ukończyła w roku 1996. Studiowała także w jakże odległych ale osławionych Stanach Zjednoczonych (University Of Alaska w Anchorage).

Kolejne lata to kariera stricte aktorska – zarówno teatralna, jak i filmowa. Wystąpiła w produkcji Agnieszki Holland, Jerzego Stuhra, Marka Brodzkiego (tak, tak – chodzi o Wiedźmina). Od 1999 zbierała laury za role teatralne, między innymi w przedstawieniu dyplomowym Wilki i owce, czy w Ożenku – Gogola. W końcu udaje jej się zabłysnąć także wokalnie: w milenijnym roku 2000 otrzymuje II nagrodę podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.

Choć różnorodność postaci, w jakie wcieliła się Maria Peszek w trakcie swej kariery aktorskiej może dawać do myślenia (od ról w sztukach dziecięcych, przez klasykę dramatu scenicznego, po sztuki współczesne, jak chociażby adaptacja Sanatorium pod klepsydrą – Bruno Schultza w reżyserii jej własnego ojca, Jana Peszka) to jednak niewątpliwie wpłynęły one na rozwój i ukształtowanie jej artystycznej tożsamości. Stopniowo odeszła ona od aktorstwa w stronę muzyki. Stopniowo, bo z zespołem Elektrolot tworzyła muzyczne aranżacje do takich sztuk teatralnych, jak Cold Child – Mariusa von Mayenburga (reż. Jan Peszek), czy Sinobrody Dei Moher (reż. Arek Tworus). Współpraca z Elektrolotem zapoczątkowana została zresztą głównie dzięki parszywym zarazkom. Zakatarzona Maria Peszek przyszła skorzystać na chwilę ze studia Marcina Ziętka i od słowa do słowa z Marcinem znalazła pewną specyficzną płaszczyznę porozumienia. Już wtedy inspiracją było dla niej miasto (jak powiedziała w jednym z wywiadów: „TEN miasto”, a nie bezosobowe „to miasto”), dla grupy pisała teksty piosenek wprowadziła też specyficzny klimat dzięki swojemu specyficznemu głosowi.

Od początku kariery piosenkarskiej Peszek zdaje się zapominać od podstawowych i najważniejszych zasadach „profesjonalnego śpiewania”. Bardziej chodzi tu przecież o przekaz, o słowa niż o pięknie postawiony głos. Może to dzięki temu właśnie brzmienie jest tak wyraziste, zmienne – jak uczucia w tekstach, czasem niemalże drapieżne, dzikie – jak nieobliczalna dżungla miejska.

2005 rok to debiut wrocławianki w roli artystki zdolnej do wydania własnej, pełnowartościowej płyty. Miasto Mania oprócz tego, że prezentowało się muzycznie i tekstowo, zaprezentowało się także teatralnie. W kilka lat później sama artystka przyzna, że jej muzyka potrzebuje dopełnienia, dopowiedzenia, którym w tym wypadku był spektakl Miasto Mania (premiera 15 września 2005). Nad spektaklem pracowało gro wspaniałych artystów: przede wszystkim reżysersko wspomógł Marysię jej tatuś – Jan Peszek, do warstw tekstowych przyczyniła się sama Olga Tokarczuk, a muzykę – oprócz składu albumowego – dopełnili koledzy z Elektrolotu. Przy produkcji samego albumu współpracowała Peszek z muzykami zespołu VooVoo (Wojciech Waglewski, Mateusz Pospieszalski), kwartetem smyczkowym, małym chórem męskim… Nie da się ukryć iż było to spore przedsięwzięcie. Gościnnie pojawił się także Fisz (Bartek Waglewski) w roli producenta i realizatora nagrania. Przez studio przewinęło się zatem sporo dobrych muzyków ze światka elektronicznego i nie tylko, a na efekty wytężonej pracy nie trzeba było długo czekać. Już w połowie grudnia 2006 roku album Miasto Mania uzyskał status najpierw Złotej a następnie Platynowej Płyty. Krążek przeładowany myślami o mieście, odgłosami z niego, ale także słowami uważanymi powszechnie za niecenzuralne lub nieeleganckie, najwidoczniej idealnie trafił w gusta industrialnego społeczeństwa.

W 2006 roku powstała epka mająca być przedłużeniem albumu debiutanckiego. Jak to z Marią bywa, nie mogło być konwencjonalnie. Ponieważ z dnia na dzień panna Peszek stała się rozchwytywaną gwiazdą, swoją epkę nazwała Siku dając wszystkim swoim fanom do zrozumienia, że jest zwykłą dziewczyną, która… robi siku. Jak każdy. Nie pomogły rozmowy z wydawcami, że słowo brzydkie i niedobre na tytuł, ani pomysł, aby zapisać je po japońsku. Na krążku znalazły się utwory koncertowe zarejestrowane podczas koncertu w warszawskim klubie Punkt oraz nagrania dokonane w domu jednego z muzyków:
To są utwory koncertowe i nagrane w domu klawiszowca Foksa. Każdy z nas był zamknięty w innym pokoju, ja w łazience, Fox u siebie, gitarzysta w pokoju, Ułan w schowku na odkurzacze. A do tego wszystkiego był jeszcze Roy, który kręcił film.
Wbrew tytułowi, album nie jest zatem taki pospolity, jak siku. Bo chyba najważniejszym i najciekawszym jego elementem (zresztą – komu to ocenić…) są dodatki video – teledyski: cHwil (reż. Roy), Moje miasto (reż. Jacek Poremba) i Nie mam czasu na seks (reż. Tomasz Nalewajek).

Doskonałe notowania dla debiutu oraz rozpoznawalność wokalistki w muzycznym światku to nie jedyne plusy lat 2005-2006 w życiu Marii Peszek. Posypały się zaproszenia. Wokal Marysi usłyszymy zatem na: XX Cz. 1 – VooVoo (utwór Kula hula), Happiness Is Easy – Myslovitz (w chórkach W deszczu maleńkich, żółtych kwiatów), Fru! – Fisz Envee (chórki w Kuchnia) i w końcu Homoxymoronomatura – szeroko dyskutowanym albumie L.U.C’a i Rahima (w utworze Hemoglobina).

Po trzech latach od pierwszego solowego albumu na rynku ukazał się album numer dwa, w zupełnie innej konwencji choć podobnym, rozbudowanym stylu. Maria Awaria jeszcze zanim na dobre zaistniała w świadomości słuchaczy została okrzyknięta krążkiem bezwstydnym, obleśnym, seksoholicznym, perwersyjnym. A Peszek mówi rozbrajająco: „Jestem wojownikiem”. I tyle.

Na czym polega fenomen zgorszenia polaków? Miasto Mania to kobieca, delikatna, ciepła dziewczyna, nieco zagubiona w mieście. Czasami wyrwie się jej brzydkie słowo, ale tak naprawdę bardzo pragnie miłości i akceptacji. Miasto Mania przesycona jest ciepłymi kolorami. Gdyby była postacią z kreskówki z pewnością poruszałaby się nieco niezdarnie, jak Kubuś Puchatek. I do tego kochanego misia porównywana była też nasza kochana Marysia. Maria Awaria jest niebezpieczna. Wie czego chce i nie boi się o tym mówić. Rzuca brzydkimi słowami jak glutoplazmą i sprawdza, jak zareagujemy. Teksty albumu powstawały w momencie kiedy Peszek miała dość polityki – tej nurzającej się w kłamstwie, obłudzie i nienawiści, a równocześnie wtedy kiedy postanowiła zmienić swój wizerunek – zarówno czysto cielesny jak i umysłowy. Maria Awaria to nie, jak się zdaje większości słuchaczy, bezwstydna idiotka, której jedynym tematem rozmyślań są napletki i wzwody. Maria Awaria otwarcie mówi w wywiadach o swoim dzieciństwie i niechęci do fanatycznej religijności. Jest hipochondryczką i egocentryczką, łatwo się wzrusza i denerwuje, wymaga od swoich współpracowników pełnego oddania i potrzebuje spokoju bezpieczeństwa. Młoda, zagubiona w mieście dziewczyna zmieniła się w kobietę pewną siebie, twardą, przyjmującą krytykę wprost w postawiony na sztorc pióropusz.

Ta stanowcza kobieta odeszła z teatru, bo wiedziała że nie przeskoczy legendy własnego ojca. Pokłóciła się z Lachmannem o to, czy teksty powinna pisać sama czy z nim, nie czuje się też specjalnie zaszczycona porównaniami z Bjork. Pomimo, iż przyznaje się do wewnętrznego tchórzostwa, z niespodziewanym zaparciem robi to, czego się boi. Stąd do Marii Awarii powstała książka – Bezwstydnik – jako dopełnienie i inny sposób wyrażenia emocji albumu, podobnie jak przy poprzednim krążku powstał spektakl teatralny.

Czy jesteśmy gotowi na Marię Awarię? Peszek twierdzi, że tak. Nie powstał nowy język, nie mówi o niczym, o czym byśmy już nie wiedzieli. A jednak w telewizji protestują przed wykonywaniem niektórych utworów na żywo, recenzje wykrzywiają się nad niesmaczną seksualnością nowego wcielenia Marii, po programie Kuby Wojewódzkiego usłyszeć można było, że Peszek nie ma hamulców, zasad, że sięgnęła po najtańszy chwyt marketingowy, aby wyjść na pierwsze miejsce w rankingu największych skandalistek. Gdzie leży prawda? „W mojej głowie gwiezdne wojny Poza normę nie wystrzelam I raz po raz wykolejam”

Jadwiga Marchiwca

Dyskografia:
Miasto Mania (2005)
Maria Awaria (2008)

Linki:
Peszek na Myspace
Maria Awaria – strona projektu
wywiad z zespołem Elektrolot
wywiad z Marią Peszek na infomuzyka.pl

Podobne

Komentarze: