Koop "Koop Islands"

koop_islands„Gramy jazz” – tak kwituje muzykę duetu Koop jego połowa, Oscar Simonsson, w materiałach prasowych dołączonych do najnowszej płyty Szwedów. Co więcej, mówi także, że nie potrafią grać popu, elektroniki, techno, bo nie są w tym dobrzy. Trudno uwierzyć w to, że muzycy, którzy potrafią czerpać z tego, co najlepsze w swingu roku 1930 i, cóż, grają jazz, mogą nie być w czymś dobrzy. Pozostaje mi wierzyć na słowo.

Jest taka składanka, nazywa się Jazzflora – Scandinavian Aspects of Jazz. To zbiór nowego jazzu z chłodnej Północy i w recenzji tego krążka pisałam, że muzyka tamtych rejonów ma swój specyficzny fason, zwłaszcza w jazzie. Koop jest znakomitym dowodem na moje słowa, bo choć swing lat trzydziestych minionego wieku wcale nie rozwijał się w Skandynawii, to Szwedzi ujęli go w ramy swojego naturalnego poczucia stylu (wciąż uważam, że przeprowadzenie badań antropologiczno-etnomuzykologicznych pod tym względem jest konieczne) i stworzyli coś, co brzmi w zasadzie jak jazz, ale na tyle osobliwie i intrugująco, że nie klasyfikuje się ich jako muzyków jazzowych. Kompozycje brzmią oszczędnie, a jednocześnie instrumentarium w nich wykorzystane można nazwać różnorodnym, szczególnie na płaszczyźnie instrumentów perkusyjnych – marimba czy przestrajalne tom-tomy (takie, na jakich grał Gene Krupa). Jest też autobus linii 4, który przejeżdzał obok studia Koop (usłyszymy go na dobrym sprzęcie). Tak więc są to jazzowe kawałki, które równie chętnie gra się na klubowych parkietach obok takich wykonawców jak Us3 czy ich bliższych sąsiadów – Xploding Plastix.

„Koop Islands” jest rozwinięciem tego, co Oscar i Magnus zaprezentowali na poprzednim krążku „Waltz for Koop”, bo tu szalę przechyla raczej stary styl (gdy po drugiej jej stronie są charakterystyczne dla nowej muzyki rozwiązania – choćby sztuka samplingu, bo przecież nikt nie zapraszał do małego studia w Sztokholmie big bandu,a nawet combo), jest też bardziej romantycznie (ale jak oni to robią, że nawet z muzycznej czułości tchnąć może skandynawskim chłodem?). Artystom nie brakuje poczucia humoru – ten dość krótki materiał kończy utwór zatytułowany „Drum Rythm A (music for ballet exercises)”. Gdyby ktoś miał ochotę poćwiczyć, to kawałek jak znalazł.

Koop wciąż są w formie i trzymają ten sam wysoki poziom swojej twórczości, mimo, iż od ostatniego ich albumu minęło w sumie aż pięć lat. Mam nadzieję, że ta tendencja utrzyma się przez kolejne pięć lat. Po prostu lubię posłuchać dobrej muzyki, nawet, jeśli nie jest ona rewolucyjna względem poprzedniej płyty.

Kaśka Paluch

Podobne

Komentarze: