Juryman "Escape to Where"

jurymanNa tego interesującego artystę z Brighton natrafiłam zupełnym przypadkiem. Poznawszy utwór „The Rollercoaster”, złapałam przysłowiowego „bakcyla” i uważnie przesłuchałam cały album, z którego tenże utwór pochodzi, czyli opisywany „Escape to Where” – ostatnią płytę tego artysty, z 2002 roku. Ian Simmonds – bo tak brzmi prawdziwe nazwisko Jurymana – zajmował się wcześniej (lata 90-te) grą na gitarze basowej w zespole The Sandals, po czym samodzielnie nagrał dwa albumy w wytwórni K7 i później już na dobre zajął się pracą nad remiksami (ma na swoim koncie przeróbki kompozycji m.in. Petera Krudera, Suba czy Underwolves) i rolą dj-a.

Tyle tytułem wstępu i przybliżenia sylwetki Jurymana. Teraz najważniejsze, czyli sam krążek. Przyznam, że po wspomnianym „Rollercoasterze” spodziewałam się najlepszego. Tajemniczy klimat i dub’ujące motywy, jak z Massive Attack wyjęte – człowiek, który tworzy coś takiego na pewno nie powinien nagrać płyty złej. Z radością stwierdzam, iż nie zawiodłam się – słucham albumu Jurymana od początku do końca, od końca do początku, do środka, od dołu, góry, na wyrywki, przez ścianę, pod biurkiem – i nie potrafię doszukać się wad. Nie wiem, czy może być coś lepszego niż trip-hop przeplatający się z nietypowym jazzem i dubem, w odpowiednio wytworzonej atmosferze. Zróżnicowanie przejawia się także na płaszczyźnie wokali, jakie możemy usłyszeć – gościnnie podśpiewuje nam sama Cibelle czy Stretcher we własnej osobie.

Obok utworów nostalgicznych, melancholijnych i spokojnych, występują także kawałki oferujące szybsze i bardziej energiczne uderzenie beatu czy głębsze brzmienie basu i kawałek „Mind Calypso” do takich właśnie należy, nie mówiąc już o „The Jailor”. Właściwie mogę powiedzieć, że „Escape to where” to całkiem niezły przekrój przez typowe rytmy takich stylów muzyki klubowej jak trip-hop (rzecz jasna), breakbeat, czy nawet house (ale tylko pod względem rytmicznym) tudzież wymieniony wyżej jazz.

Krążek Jurymana urzeka profesjonalizmem, formą, brzmieniem, melodyką, rytmiką i wszystkim tym, co składa się na emocjonalny, mentalny odbiór muzyki, jaką słyszymy. Przez ostatnie tygodnie płytka mnie nie opuszcza – warto spędzić z nią trochę czasu.

Podobne

Komentarze: