Jazzanova "Belle Et Fou"

jazzanova-belleWytwórnia Sonar Kollektiv nie działa na mnie jak magnes i już od jakiegoś czasu jawi mi się przede wszystkim jako Jazzanova + zespoły, które chcą mniej lub bardziej grać jak Jazzanova. Drugie skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl, to niezliczona ilość kompilacji autorstwa… Jazzanovy. W tym złośliwcy znaleźli mocny punkt do snucia narzekań, że berliński kolektyw zamiast wziąć się do roboty i zafundować nam następcę „In Between”, ugrzązł po kolana w stworzonych przez siebie składankach. A tymczasem wydane niedawno „Belle et Fou”, mimo że nie wybija się z konwencji Sonar Kollektiv, okazało się naprawdę ciekawym projektem.

Z założenia jest to ścieżka dźwiękowa do berlińskiego przedstawienia będącego efektem współpracy Hansa Peter Wodarza i Arthura Castro. Panowie z Jazzanovy nie ograniczyli się jednak do wyboru paru kompozycji sygnowanych logo ich wytwórni, ale także na potrzeby berlińskiej inscenizacji stworzyli nowe utwory. Obecność tych pierwszych nie jest rzecz jasna przypadkowa, piosenki Micatone, Outlines czy Forssa (mimo że już dosyć osłuchane) wkomponowują się w tą na pół jazzową, na pół soulową zmysłową całość.

Przejdźmy jednak do premierowej części materiału. Sami członkowie kolektywu zarzekają się, żeby do płyty nie podchodzić jak do czystej pod względem autorskim produkcji zespołu. Takie ostrzeżenie jest dosyć przydatne, ponieważ w dużej mierze od naszego nastawienia będzie zależał odbiór „Belle et Fou”. Już otwierająca soundtrack kompozycja daje pewien zarys całokształtu. Nie trzeba tu zbytniego rozeznania w klasykach czarnej muzyki, aby odczuć silne konotacje nowej propozycji Jazzanovy właśnie z tymi klimatami. Pomijając wplecione piosenki wspomnianych wyżej artystów, płyta brzmi bardzo klasycznie i stanowi chyba najwyraźniejszy zwrot ku soulowi lat 70-tych w całej dyskografii zespołu (siłą rzeczy od opisu odstaje „Glow And Glare”). Muzycy zdecydowanie postawili na klimat kosztem nowoczesnych rozwiązań i to sprawia, że materiał nie powala na kolana. Z drugiej jednak strony to coś więcej niż muzyka ilustracyjna. Momentami udało się berlińczykom poupychać pomiędzy tradycyjne, instrumentalne tematy muzyczne nieco nu-jazzowych smaczków. Pewnie nie zdecydowałbym się na napisanie paru słów na temat tego albumu, gdyby nie jedna kompozycja – „That Night” (kolaboracja z Clarą Hill), nagrana od tak po prostu w biurze Sonar Kollektiv. Stanowi ona chyba najlepszy przykład kunsztu Jazzanovy w budowaniu nastroju. Utwór w tej interpretacji brzmi jak niesamowity jazzowy standard, a melancholijny wokal pani Hill czyni tę kompozycję jedną z najbardziej romantycznych, jakie ostatnio słyszałem. Jeżeli nie zdążycie poświęcić uwagi całemu „Belle et Fou” lub nawet jeśli nudzą Was serwowane przez SK nujazzowe propozycje, to mimo wszystko gorąco polecam zwrócić uwagę na tę piosenkę. Nie obraziłbym się, gdyby część nowego materiału grupy była utrzymana w takiej stylistyce.

Po wysłuchaniu „Belle et Fou” chciałoby się powiedzieć: „Pogłoski o śmierci Sonar Kollektiv były mocno przesadzone”. Jest to 70 minut muzyki w starym dobrym stylu, czasem nudnej, czasem bardzo obiecującej, która stanowi świetne tło umilające niejeden wieczór.

Rafał Maćkowski (el.greco)

Podobne

Komentarze: