Hooverphonic

Kiedy jakiegoś artystę określa się jako spadkobiercę, albo nawet łącznika pomiędzy twórczością Portishead i Massive Attack, to bez wątpienia trzeba zwrócić na niego baczną uwagę. Tego typu opinie dało się słyszeć odnośnie belgijskiej formacji Hooverphonic, która już na stałe wpisała się do grona najbardziej rozpoznawalnych i zasłużonych trip-hopowych wykonawców, a jednocześnie której oficjalna biografia zaczyna się od słów: „najlepsza belgijska eksportowa grupa pop”. Co tu jest tak naprawdę grane?

Hooverphonic+04

Projekt swój początek miał w okolicach 1995 roku w Sint-Niklaas – niewielkim belgijskim miasteczku, w którym działali razem: pianista Frank Duchene, basista Aleks Callieri i gitarzysta Raymond Gerts. Założyli oni zespół nazwany początkowo Hoover, ale kiedy ich pomysł okazał się być mało oryginalny na tle istniejących już pod tą nazwą grup, zgodnie zmodyfikowano odkurzacz (angielski hoover) na Hooverphonic. Pierwszy prawdziwy rozgłos przyniósł im świetny singiel „2 Wicky” wykorzystany przez samego Bernardo Bertolucciego do filmu „Stealing Beauty” (potem również do „I Know What You Did Last Summer”) będący zwiastunem zbliżającego się albumu. Od tego momentu wszystko potoczyło się bardzo szybko, a Hooverphonic związał się z muzyką filmową bardzo mocnymi więzami.

Debiutancki krążek ukazał się pod koniec 1996 roku pod tytułem „A New Stereophonic Sound Spectacular”, a męskie trio zostało na nim wsparte przez żeński wokal Liesje Sadonius, co okazało się mistrzowskim posunięciem. Cały materiał wypełniony był przez mroczną, trip-hopową elektronikę, w której jednak nie brakowało instrumentalnych aspektów. Do tego enigmatyczny głos wokalistki – porywający, albo nawet pochłaniający w całości słuchaczy, który dawał pewność, że na kolejne albumy będą czekały rzesze fanów. Zresztą, żeby przekonać się do zawartości płyty, wystarczyło przesłuchać dwa pierwsze utwory: „Inhaler” i „2 Wicky”. Swoistym dopełnieniem sukcesu była seria koncertów z Massive Attack i Moloko, a także liczne nagrody.

Niedługo po wstąpieniu na światowe szczyty nastąpiły pierwsze zawirowania personalne. Na skutek koncertowych trudów, odejść (choć w zgodzie) postanowiła Sadonius, którą w składzie zastąpiła Geike Arnaert – dzisiaj najbardziej rozpoznawalna część formacji. Natomiast z męskiej części załogi zrezygnował Duchene, co miało miejsce pomiędzy nagraniem, a ukazaniem się drugiego albumu „Blue Wonder Power Milk”, który swoją premierę miał w sierpniu 1998 roku. Oprócz nowej wokalistki – która bez wątpienie sprostała wszelkim oczekiwaniom, nowością okazało się znaczne poszerzenie instrumentalnego zaplecza albumu. Przy nagraniach zostały wykorzystane m.in. skrzypce, waltornie, flety i mandolina. Jak się okazało, ruch ten wskazał późniejszy kierunek w twórczości Hooverphonic, które odchodziło coraz bardziej od ciężkiego trip-hopu w stronę bardziej akustycznych i popowych numerów. Nie oznacza to jednak, że fani poczuli się mocno zawiedzeni, bo ciągle wszechobecny był typowy, tajemniczy nastrój, a co więcej, krytycy określili „Blue Wonder Power Milk” jako: „New Stereophonic Sound Spectacular z mniejszą ilością sampli, ale z lepszymi piosenkami”. Z których chyba najlepsze wrażenie zrobiła pozycja piąta: „Eden”.

Po kolejnym sukcesie Hooverphonic postanowiło nie zwalniać tempa i już w 2000 roku do sklepów trafiło „The Magnificent Tree”. Kolejny podtrzymujący świetną passę zespołu album, zaśpiewany przez Geike Arnaert, stanowiący kolejny krok w drodze do być może przyszłej, pełnej instrumentalizacji. Album, w którym można zauważyć nawet pewne rockowe elementy (chociażby „Jackie Cane”), jednak ciągle wpisujący się poniekąd w początkową stylistykę formacji. Również tutaj kilka z tracków, z „Mad About You” i „Out Of Sight” na czele (przypominających dokonania Morcheeby), potrafiło wywołać spore zamieszanie wśród słuchaczy.

Kiedy wydawałoby się, że Hooverphonic jest wstanie co dwa lata wydawać solidny, poruszający i typowy dla siebie album, na sklepowe półki trafiła „Hooverphonic Presents Jackie Cane”. Koncept-płyta, która miała być ilustracja historii fikcyjnej piosenkarki – tytułowej Jackie Cane. I chociaż pomysł sam w sobie całkiem ciekawy (a zaczerpnięty z lat 70), to jednak nie tego oczekiwał w tym momencie muzyczny świat. Być może dlatego, już w 2003 roku zespół wydał „Sit Down and Listen to Hooverphonic”, będące zapisem występów na żywo, które miały miejsce w belgijskich teatrach. Płyta bardzo kameralna i nagrana ze wsparciem m.in. kwartetu smyczkowego. Jak to zwykle bywa u wielu artystów, kiedy pojawiają się takie wydawnictwa, to może być znak, że ciężko im wykrzesać coś nowego, mogącego jeszcze przykuć uwagę. W tym przypadku zaprzeczeniem tego był ostatni z longplayów Hooverphonic.

Piąty i póki co ostatni studyjny krążek, a właściwie dwa krążki, ukazały się w grudniu 2005 nakładem Sony BMG pod tytułem „No More Sweet Music”. Na obu płytach nagrano po jedenaście tych samych utworów, z tym, że na jednej („More Sweet Music”) w orkiestrowej aranżacji, a na drugiej („No More Sweet Music”) w zremiksowanej – elektronicznej. Wydaje się, że jedna wersja to hołd dla starych, dobrych słuchaczy, a druga to spełnienie kierunku, w którym muzycy zmierzali od samego początku. Właśnie w tym momencie dokonało się chyba to, co dało się zauważyć już przy „Blue Wonder Power Milk”.

Przegląd całego dorobku Belgów nie jest wystarczający do jakiegokolwiek zaszufladkowania ich twórczości. Początkowy trip-hop potrafi przeplatać się z elektroniką, trancem, ambientem czy nawet gitarowymi balladami. W końcu dziennikarze The Face określili ich jako „grupę wręcz stworzoną do słuchania w dżdżyste jesienne dni – potrafiącą łączyć w sobie wpływy muzyki z całego globu – od trip-hopu po salsę!”. Do tego te ciągle obecne filmowe nawiązania – inspiracje twórczością Angelo Badalamentiego, kilka utworów na ścieżkach do filmów, kilka w reklamówkach, płyta mogąca być osobnym scenariuszem, czy w końcu indywidualne działania muzyków przy innych projektach związanych z kinem. Wszystkie wspomniane dokonania prezentują jednak określony, dosyć wysoki poziom, który gwarantuje Hooverphonic zaszczytne miejsce wśród największych wymienionych gatunków. Co więcej jak pokazała przeszłość, formacja potrafi zaskakiwać, o czym może uda nam się jeszcze kiedyś przekonać.

Michał Perzyna

Dyskografia:
A New Stereophonic Sound Spectacular (1996)
Battersea (EP) (1998)
Blue Wonder Power Milk (1998)
The Magnificent Tree (2000)
Hooverphonic Presents Jackie Cane (2002)
Sit Down and Listen to Hooverphonic (live album) (2003)
No More Sweet Music (2005)
Singles ’96 – ’06 (2006)

Linki:
www.hooverphonic.com
www.sonymusic.pl/index1.html#artysta,1223
www.myspace.com/hooverphonic

Podobne

Komentarze: