Holdcut "Inept Vision"

holdcut-ineptHoldcut zaskoczył mnie po raz kolejny. Po jego „SoundWriter Remixes Vol. 1”, które recenzowałam kilka miesięcy temu, spodziewałam się dobrej płyty. Słusznie zresztą, nie sądziłam tylko, że muzyka z nowego krążka przerośnie moje oczekiwania. To jedna z tych płyt, które pobrać można za darmo z Sieci, ale aż się prosi, żeby można ją było ściągnąć ze sklepowej półki. „Inept Vision” jest konsekwencją tego, co powstało w ciągu ostatnich dwóch lat, wypadkową najlepszych z tego okresu utworów. Na liście współpracowników znajdziemy nazwiska Edass, DJ Krime’a, DJ Primeministera, Duże Pe, Magdaleny Dzięgiel… robi wrażenie? Wcale nie. Wrażenie robi dopiero to, co usłyszymy.
Tytuł „Inept Vision” nasycony jest pejoratywnie. „Niedorzeczny”, „niezręczny” to synonimy, jakimi język angielski darzy słowo „inept”. Muzyka zawarta na albumie zdaje się bez przerwy o tym nam przypominać. Na próżno szukać tu utworków napawających optymistycznie, radosnych czy chociaż umiarkowanych tekstów. Jest smutno, przygnębiająco, ciężko – tak pod względem klimatu, jak i przytłaczającej ilości dźwięków generowanych przez Holdcuta. Jak na przykład w „I’ll Tell U A Tell Story”, gdzie brzmienie orkiestrowe przeciska się między hip-hopowymi bębnami (ktoś z branży powiedziałby „tłuste bity”) czy „We Were Here” z udziałem Dużego Pe i Magdy Dzięgiel – może nieco nazbyt patetyczny, ale mimo wszystko ujmujący. Sposób, w jaki Holdcut bawi się samplami, a raczej żongluje nimi w akrobatcznym wręcz wymiarze, przypomina debiut DJ Shadowa zazębiony z mroczą atmosferą twórczości DJ Krusha. Z kolei takie kawałki jak „Death & Orchestra” byłyby idealne na soundtrack do jakiegoś film noir. Jak więc widać, jest tu bardzo dużo koncepcji i pomysłów dobrze wyselekcjonowanych, bo Holdcut nie zadręcza nas wielością swoich inspiracji, a przy tym nie pozwala się ani na minutę nudzić.

Poniekąd rozumiem strategię promocji Holdcuta, dzięki której – kosztem zapewne niskiego zarobku (niskiego, bo jak wiemy ten wcale nie zależy od poziomu artystycznego sprzedawanej muzyki) – o jego twórczości dowie się co najmniej kilkanaście razy więcej osób niż wtedy, gdyby słuchacze mieli płytę po prostu kupić. Warto jednak wciąż przypominać o tym, że muzyka Holdcuta to już nie jest zabawa w składanie utworów, co jeszcze często (choć ostatnio coaz rzadziej) zdarza się w net-labelach. Możnaby się czepiać, że to już było, że choćby wspomniany Shadow robił tak już kilka lat temu. Może i robił, ale już nie robi, za to – jak słychać – nieźle wyedukowany Holdcut kontynuuje to rzemiosło. Z rewelacyjnymi efektami.

Kaśka Paluch

Jadwiga Marchwica, z-ca red.nacz | jmj [at] 80bpm.net

Podobne

Komentarze: