DJ Krush "Jaku"

jakuDo nagrania swojego najnowszego krążka, DJ Krush zaprosił muzyków takich jak Nobuichi Kinoshita, Tetsuro Naito, Shuuzan Morita, Ken Shima i Akira Sakata – wirtuozów fortepianu, perkusji, saksofonu i tradycyjnych japońskich instrumentów jak shamisen czy shakuhachi. Artyści nagrali swoje partie do przygotowanych wcześniej podkładów, a Krush to wszystko później jeszcze raz zremiksował. Tak powstał „Jaku” – jak sama nazwa wskazuje, ciepły i spokojny.

Pochodzący z Japonii mistrz turntablizmu jest dla wielu miłośników muzyki wykorzystującej sample, człowiekiem legendą. Innymi słowy, nie ma takiej możliwości, żeby ktoś idący ścieżką trip-hopowego i hip-hopowego grania, prędzej czy później nie natknął się którąś z produkcji Krusha. Dlatego właśnie śmiem twierdzić, że nie jestem jedyną osobą, która dostała ślinotoku na wieści o pojawieniu się nowego albumu.

„Jaku” jest bezpośrednim nawiązaniem do ojczystej kultury DJ-a, czyli kultury japońskiej w rzeczy samej. Już pierwszy utwór brzmi bardziej jak podkład muzyczny do filmu przyrodniczego, niż kompozycja z nurtu muzyki tanecznej. Melodia wygrywana przez Moritę na shakuhachi (to ten flet) na tle przestrzennego tła dźwiękowego, wprowadza niemalże baśniową atmosferę, przywodzącą na myśl niezwykłe pejzaże kraju Kwitnącej Wiśni. Krush zresztą konsekwentnie trzyma się klimatu stworzonego w „Still Island” więc mimo paru bardziej dynamicznych kompozycji jak „Univearth” tudzież „Nosferatu” (z towarzyszeniem rapera Mr Lif) czy „Kill Switch” (tym razem z Aesop Rock) raczej nie możemy się spodziewać, że płyta zaoferuje nam coś w rodzaju „Sanity Requiem” z krążka Shinso. I skoro już jestem przy porównaniu do tego albumu, to z przykrością stwierdzić muszę, iż nie znalazłam na „Jaku” perełki mogącej stawać do boju z „Aletheuo”. Co prawda „Slit of Cloud” z wokalem Akira Sakata prezentuje się naprawdę przyzwoicie, to jednak przegrywa z wcześniej wspomnianą kompozycją.

W ostatecznym rozrachunku nie przynosi to płycie żadnej ujmy. „Jaku” jest doskonałym połączeniem wschodniego brzmienia z trip-hopem, hip-hopem i nawet jazzem (świetne fortepianowe solówki Ken Shima). Ja nie zawiodłam się na tych kompozycjach. Szczerze mówiąc – krążek nie opuszcza mojego odtwarzacza.

Kaśka Paluch

Podobne

Komentarze: