De Phazz

Phazza na jazz

Korzenie niemieckiej grupy De-Phazz sięgają aż w głąb lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. . To właśnie brzmieniem z tamtych czasów, ciemnym głębokim bluesem i souljazzem, zafascynował się swego czasu Pit Baumgertner. Na samej fascynacji skończyć się nie mogło i w roku 1997 Pit założył zespół, który miał opierać się na wolności – tworzonej muzyki, zainteresowań gatunkowych, a nawet składu. Dziś De-Phazz umiejscawia się gdzieś na pograniczu „czarnego” popu, jazzu, loounge’u, a nawet bossa novy, wszystko oczywiście łączy elektronika.

dephazz1

Jak stwierdził sam Baumgartner, podczas pracy nad materiałem do kolejnego albumu nie tylko zmienił się skład zespołu, ale przede wszystkim stylistyka. Dzięki czynnemu udziałowi Pati Appleton zespół odsunął się z orbity trip-hopu bardziej w kierunku ciepłego latino, spokojnych balladowych nastrojów i rozkołysanego lounge’u. Pit przyznaje się też bez skrępowania, że taka linia muzycznego rozwoju bardzo mu wówczas odpowiadała, a nawiązania do muzyki szalonych lat sześćdziesiątych odświeżyły w nim wspomnienia pierwszych kompozytorskich i producenckich kroków. Nie trudno nie zgodzić się także z przekonaniem lidera, że najpiękniejsze w dorobku De-Phazz jest właśnie to, że starają się nie powtarzać, nie kopiować samych siebie, a każdy krążek zachowując wyraźną odrębność jest równocześnie zamkniętą całością. Drugi album ukazał się w 1999 roku. Do powstania Godsdog przyczyniło się, obok stałych członków zespołu, także kilku nowych instrumentalistów, jak A. Lex Auer (gitara jazzowa), Pedro Gonzales (gitara), Mat Dörsam (saksofon, flety), Dax Dörsam (gitara), oraz kilku wokalistów.

Jednym z tych wokalistów był niejaki Roy Randolph, który w trakcie coraz częstszych koncertów na żywo zaczął próbować swoich sił przy instrumentach perkusyjnych. I tak, drogą ewolucji i ciągłego rozwoju, Roy wraz z Jan Friede’em objęli na scenie sekcję perkusyjną, w studio zaś odważnie zaczął wprowadzać gorące rytmy latynoamerykańskie, czego efektem jest takie właśnie brzmienie utworu Havana Moon. Sam Pit zwraca także w swoich wypowiedziach ogromną uwagę na Otto „Sugarlip” Engelhardt’a, grającego na wyciszonym puzonie. Otto pomimo – a może właśnie ze względu na to – że od wielu lat miał do czynienia z klasycznym, surowym jazzem, trzymał kompozycje Baumgartnera na poziomie znacznie wyższym i w stylu bardziej wyszukanym. Ostatnim filarem w tej muzycznej konstrukcji jest wokalista Karl Frierson – zaliczany do najwybitniejszych głosów jazzowych i soulowych, spaja stylistykę zespołu, a na proces twórczy kompozycji wpływa bardziej na poziomie inspiracji. Nieco gospelowego kolorytu wprowadza także piękny, czarny głos wokalistki spiritual – Charity D.Sanders.

Podczas gdy w 2000 roku na rynku ukazał się singiel promujący GodsdogThe Mambo Craze (który to utwór podbił niejedną imprezę klubową), w rok później otrzymaliśmy wznowioną, limitowaną wersję Detunized Gravity. Niedługo potem De-Phazz zaistniało po raz kolejny z nowym albumem – Death by Chocolate. Tym razem specyficznego smaczku dodał trębacz z duetu Tab Two, co zaowocowało niezapomnianymi przeżyciami podczas koncertów live. Zespół postarał się zdecydowanie o ich urozmaicenie przenosząc nacisk na akustyczne instrumenty i stawiając na ich zdecydowane możliwości brzmieniowe.

W 2002 roku grupa ostatecznie opuściła wytwórnię Mole, by w rok później w Universal wydać Daily Lama, oceniane jako soulowy ukłon w stronę lat siedemdziesiątych. Ten rok przynosi także wydawnictwo specjalnie dla fanów przyjemnego lounge’u – zespół tworzy składankę Best Of De-Phazz: Beyond Lounge, na której znalazły się utwory z pierwszych trzech albumów. 2005 rok przyniósł jeden z bardziej znanych obecnie krążków – Natural Fake, a zaraz potem – jedyne jak na razie wydawnictwo DVD Onstage / Backstage: A Retrospective wydane już nakładem wytwórni Phazz-a-delic.

W tym miejscu nie sposób pominąć samej wytwórni, która powstała już 2001 roku z inicjatywy Pita Baumgartnera oraz Haluka Petersa – założyciela i menagera Mole Listening Pearls. Z założenia do Phazz-a-delic New Format Recordings zgłaszają się artyści o dość niekonwencjonalnych pomysłach muzycznych, ale podstawowym kryterium wydania są osobiste odczucia. Pit i Haluka szukają muzyków, którzy stawiają na swój ciągły rozwój, na podążanie za emocjami i kolorami życia – jakiekolwiek by one nie były. Dlatego też nie określili zakresu gatunków, które wydają, gdyż bardziej liczy się dla nich osobiste podejście tak do artysty jak i jego twórczości. Przy okazji panowie nie boją się jasno mówić, że chętnie wydają znajome zespoły i pomagają w ich promocji.

To właśnie w Phazz-a-delic ukazało się najnowsze wydawnictwo De-Phazz z 2007 roku – Days of Twang. Stwierdzenia „za każdym razem nagrywają coś innego” nabralo w tym wypadku nowego znaczenia, gdyż tym razem na krążku wszechobecny jest… Elvis Presley. Największym atutem połączenia charakterystyki artystycznej De Phazz z muzyką Elvisa jest to, że grupa bynajmniej nie zrobiła jakichś remiksów mistrza, nikt nie próbował wciskać jego utworów w ramy muzyki klubowej. Energetykę i iskrę rock’n’rolla wypracowali własnymi siłami, a presleyowski wokal jest subtelnym i eleganckim doprawieniem całości. Pojawia się tak naprawdę tylko w kilku momentach płyty – na dodatek w idealnie dobranych momentach.*

Jadwiga Marchwica

Dyskografia CD:
Detunized Gravity (1997)
Godsdog (1999)
Death By Chocolate (2001)
Daily Lama (2002)
Natural Fake (2005)
Days of Twang (2007)

DVD: Onestage/Backstage: A Retrospective (2005)

Więcej informacji o dyskografii znajdziecie >>tutaj<<

Linki: Oficjalna strona zespołu
Myspace
Mole Listening Pels
Phazz-a-delic

* [Kaśka Paluch, recenzja „Days of Twang” @ 80bpm.net]

Podobne

Komentarze: