9 lazy 9 "Sweet Jones"

sweetjonesNajnowsza i przez wielu uważana za najlepszą płytę Włochów nagrywających dla Ninja Tune trafiła do mnie całkiem niedawno, być może dlatego, że wydanie „Sweet Jones” trochę niezauważenie przepłynęło obok mnie. Keir Fraserello i Giacomo Braddellini tworzący formację wraz z gośćmi zaproszonymi do nagrań zasługują jednak na to, by zainteresować się 12 utworami, które mają nam do zaprezentowania.

Krążek powstawał w ojczyżnie muzyków, w malowniczym regionie o nazwie Umbria. I tak jak malownicza jest to kraina, tak równie piękny jest album. Otwiera go magiczna kompozycja ściśle utrzymana w konwencji jazzu z relaksacyjnymi akcentami bossanovy – „Woodworm „. Jest to jednocześnie jedna z bardziej instrumentalnych pozycji. Następne oferują już nam także brzmienia elektroniczne, co nie przeszkadza płynąć artystom nurtem jazzowych improwizacji jak chociażby w „Keep Going Daddy”. I tak energia przebija się przez leniwe, klimatyczne i magiczne podszyte lounge popisy Włochów. Do takich należą niewątpliwie „Tumbleweed” „Big six”, którego tytuł jest jednocześnie świetną oceną LP. Tak od ponad siedmiominutowych dzieł po minimalistyczne formy brniemy przez płytę, który oferuje naszym uszom tyle, co dobry masaż.

Na zakończenie Keir i Giacomo pozostawiają nam zezowatą, dwuznaczną i jakby niedopowiedzianą kompozycję : „The Last Of The West”. Niewiele jest tak słodko uspokajających i pieszczących albumów, które świetnie się nadają na leniwe i gorące lato. Fani Funki Porcini czy The Herbaliser zostaną zapewne pocieszeni po przesłuchaniu „Sweet Jones”. Do tej sympatycznej przygody z Włochami namawiam także wszystkich miłośników kojącego jazzu. Wielbicielom cięższych i bardziej mrocznych brzmień, a także tym, którzy szukają tylko miłego podkładu płyta może przelecieć między palcami. Ten krążek napawa optymizmem wszystkich rodaków 9 Lazy 9 i przyniesie przyjemne zapomnienie i odprężenie o nieudanym występie Azzurro na Euro 2004.

Rafał Maćkowski (el.greco)

Podobne

Komentarze: